GALERIA KRZYSZTOFA KABATA

NOWY TARG

teologia

 Teologiczne teksty własne:

* Ikona, czyli sztuka sakralna Kościoła Wschodniego
* Góra Przemienienia
* Góra Odkupienia 

* Historyczne uwarunkowania narodzin Jezusa Chrystusa
* Rozważania Drogi Krzyżowej na Mogielicę 2009
* Rozważania Drogi Krzyżowej na Mogielicę 2003
* Rozważania Drogi Krzyżowej na Mogielicę 2005


IKONA, czyli sztuka sakralna Kościoła Wschodniego 
została już dawno odkryta na Zachodzie, wciąż jednak na jej temat utrzymuje się wiele błędnych opinii, wynikających zapewne z naszej odmiennej tradycji kulturowej. Przede wszystkim – zupełnie ahistorycznie – niektórzy łączą ikony z Rosją, uznając je za kulturowe dziedzictwo wyłącznie tego kraju, lub też za dziedzictwo Kościoła Wschodniego, nie mające nic wspólnego z Kościołem Zachodnim. W rzeczywistości, kiedy powstawały i rozpowszechniały się pierwsze ikony ( a było to w V- VI wie- ku), Kościół nie był podzielony, przeciwnie – był bardziej niż kiedykolwiek zjednoczony w walce z herezją. Ruś, która przyjęła nową religię w 988 roku, była ostatnim państwem, które przyjęło chrzest z Bizancjum, zaś Kościół bizantyjski był pierwotnie tylko jedną z diecezji, a jego niezwykła sztuka stanowiła zaledwie wspaniałą odmianę w ramach nurtu artystycznego. Ikony są więc kulturowym dziedzictwem całego świata chrześcijańskiego. Przed schizmą, która w 1054 roku w sposób nieodwracalny podzieliła Kościół na Zachodni i Wschodni (określający później się jako prawdziwie ortodoksyjny) ikony istniały już od co najmniej czterech stuleci w całym świecie chrześcijańskim, od Syrii, po Egipt, od bizantyjskiego Wschodu, po karoliński Zachód. Nie wszyscy wiedzą, że niektóre spośród najstarszych ikon pochodzących nawet z włoskiego średniowiecza, zachowały się w Rzymie, gdzie miał miejsce ich początek w twórczości Duccia di Buoninsegna i Giotta. Są nawet tacy badacze, którzy sięgają jeszcze dalej, chociażby do malowideł naściennych w katakumbach, stanowiących nierzadko wręcz prawzory późniejszych tematów ikonowych i stylu ich formy malarskiej. Kolejną nieścisłością jest powszechna opinia, że ikona to po prostu obraz o tematyce religijnej, wizerunek dewocyjny, podobny do tych, które wypełniają kościoły i które umieszczamy w domach, dla zamanifestowania naszej wiary, by modlić się lub po prostu, by zadośćuczynić tradycji, czy też upodobaniom. W rzeczywistości ikony nie mogą być pojmowane wyłącznie w kategorii przedmiotów artystycznych: zawierają w sobie znacznie więcej. W tym momencie walor artystyczny ikony jest wartością poniekąd uboczną, marginalną. Tym natomiast, co wyróżnia ikonę, jest – wyobrażająca się przez obraz – Tajemnica Boga. W tradycji Kościoła Wschodniego, skodyfikowanej przez sobory, ikona jest ” sakramentalnym uczestnikiem istoty Boga „. Jest ona miejscem, gdzie Bóg jest obecny i dostępny, jest łaską Jego nieskończonego miłosierdzia, a także okazją, by ” dotknąć poły Jego płaszcza „. Aby pojąć to szczególne znaczenie, jakie Kościół Wschodni nadaje ikonie, należy cofnąć się aż do zarania dziejów ludzkości. Już w czasach prehistorycznych człowiek posługiwał się wizerunkiem, by nawiązać kontakt z pierwiastkiem boskim. Najstarsze cywilizacje odwoływały się do sztuki, jako środka wyrażenia boskości ( np. w egipskim malarstwie religijnym – na papirusach, stelach, w grobowcach – użycie znaku symbolizującego spotkanie duszy z bóstwem w zaświatach). W cywilizacjach przedchrześcijańskich wizerunek miał charakter sakralny, był symbolem obecności. Na przykład u Rzymian, w prowincjach odległych od Rzymu, w sądach przy wydawaniu wyroku musiała być zawsze wystawiona podobizna cesarza – Divus – aby trybunał mógł występować w jego imieniu. Owa ” imago efficiens ” gwarantowała świętość każdego wyroku, jakby był wydany przez samego cesarza. Podobizna czyniła realną obecność tego, kogo przedstawiała.  To na soborze efeskim określono ikonę, jako „przybytek”, czyli miejsce, w którym przestawiona osoba  jest również w cudowny sposób obecna, jest uczestnikiem Tajemnicy Wcielenia- tego niepojętego wydarzenia, kiedy to Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem. Odnosząc takie uobecniające rozumienie sensu ikony do nauki Kościoła Rzymskiego, można by je przyrównać wręcz do rozumienia Sakramentów Świętych. Ikona przestaje więc być jedynie sakralnym, czy „świętym” obrazem. Staje się natomiast miejscem spotkania kontemplującego przed nią człowieka niemalże bezpośrednio z Żywym i Uobecnionym Bogiem. I to właśnie On w mocy Ducha Świętego „wychodzi z inicjatywą” takiego spotkania, gdyż to Światło Ducha przenika „Świętą deskę” i wylewa się na człowieka. Przedstawione na desce (bo głównie właśnie na deskach były malowane ikony), np. centralnie umieszczane w każdej cerkwi oblicze Chrystusa ” nie ręką ludzką uczynione”- Nierukotvornyj, Acheiropajetos uobecnia Jego Samego dając możliwość głębokiego i mistycznego przybliżenia się do Niego i spotkania z Nim. Daje też możliwość zaczerpnięcia z Jego darów i łask. I to za przyczyną mocy i światła Ducha Świętego wiecznie uobecniającego w ludzkiej rzeczywistości realną obecność Stwórcy. Takie rozumienie i przeżywanie „spotkania z ikonami”, jest więc spotkaniem z Bożym Światłem, które wylewa się na człowieka.

Z tak też rozumianej teologii ikony płynie cały szereg wymogów i zasad natury czysto artystycznej. Począwszy od tej, że skoro powstały obraz ikonowy ma być miejscem spotkania w mistyczny sposób z samym Bogiem, to już sam proces jego wytworzenia musi być mistyczny i modlitewny. Mnich artysta, który zamierza wykonać swoją pracę malarza, musi w sposób odpowiedni „oczyszczający” przygotować się do tego działania. To w modlitwie
i kontemplacji uświadamia sobie, że źródłem i inspiracją tworzenia jego dzieła jest sam Duch Święty, tak więc rolą artysty (podobnież jak ewangelisty), jest jedynie odkrycie przed oczyma ludzkimi napełniającej już przygotowaną i obmodloną „deskę” rzeczywistości Boskiej.
Dalej- skoro to Światło Boskie prześwietla niejako realność obrazu ikonowego, to musi on być technicznie tak namalowany, aby i w warstwie malarskiej światło nie oświetlało przedstawionych postaci, ale wyraźnie promieniowało od nich. Innymi słowy nie ma w nich światłocienia i perspektywy zbieżnej.
I trzecia najistotniejsza cecha charakterystyczna i odróżniająca w sposób jednoznaczny od malarstwa zachodniego, to symbolizm i hieratyczność.
Każde przedstawienie malarskie, czy rzeźbiarskie treści sakralnych w sztuce 
zachodniej, to alegoryczne wyobrażenia artysty, odpowiadające na pytanie „jak to mogło wyglądać”, np. przedstawienia ukrzyżowania Chrystusa- ilu artystów, tyle różnych przedstawień. W sztuce ikonowej jedynym gwarantem świętości i kanoniczności przedstawienia, jest sprowadzenie, np wspomnianego Ukrzyżowania do czystego i jednoznacznego symbolu. Inaczej mówiąc artysta nie przedstawia w ogóle podobieństw do przedstawianej postaci, bądź sceny, lecz całą treść, jej teologię wyraża za pomocą pewnych znaków
i układów. Stąd też w uproszczeniu płynie przekonanie, że tworzenie ikony, to nie jest już tylko jej malowanie, lecz „pisanie”- ikonopisanie, całej skomplikowanej teologii.

Z powyższych rozważań nasuwa się oczywisty wniosek, iż cześć oddawana w Kościołach Wschodnich świętym ikonom nie wynika więc z ich zawartości treściowej, z przedstawionych na nich postaci czy wydarzeń, ale wiary w ową błogosławioną obecność samego Boga, bądź Maryi czy Świętych. A ich twórca przestaje być tylko ich artystycznym wykonawcą, stając się ewangelistą i apostołem Bożej Prawdy.
Długo można by prowadzić analizy teologiczne i artystyczne poszczególnych tematów ikon, „pogrupowanych” w cały szereg typów kanonicznych.
I tak głównym typem kanonicznym, to są ikony Chrystusa, zarówno w pojedynczej postaci (Mandylion, Pantokrator, Chrystus w Mandolii i Tronujący), jak i bardziej złożonych (Przemienienie na górze, Ukrzyżowanie, Zstąpienie do otchłani). Drugim typem, to są ikony z wyobrażeniami Matki Boskiej- Theotokos, z Dzieciątkiem Jezus (Hodegetria, Eleusa, Oranta), bądź też w scenach 
wielopostaciowych (Zwiastowanie, Narodziny Jezusa, Zaśnięcie).
Do tego całe szeregi postaci Świętych, Ojców Kościoła, Patriarchów, a nawet Carów i Kniaziów ( w Rosji). A ponad nimi nie jakoby wszystkimi ikona
Trójcy Świętej w ujęciu prawosławnym- Starotestamentalna (Vietchozavietnaja), bądź grekokatolickim- Nowotestamentalna (Bóg Ojciec, Syn z krzyżem, bądź na krzyżu i Duch Święty jako Gołębica).

Ikona, która „wywędrowała” niejako z Kościoła Zachodniego na prawosławny i grekokatolicki Wschód, przeżywa obecnie swój prawdziwy renesans
i systematyczny powrót do kanonów sztuki sakralnej i wystroju wnętrz kościołów katolickich. Tutaj wystarczy chociażby wymienić tylko ikony Maryjne, tak często występujące i słynące cudami w licznych sanktuariach. To właśnie powracające ikony przywracają również także często przeintelektualizo
wanemu Kościołowi Katolickiemu nieco więcej ciepła, tajemniczości i mistycyzmu.                                                                                                                                                            POWRÓT


Góra Przemienienia                       

„Czułem tylko wielką bliskość Boga”– to najbardziej przejmujące wyznanie wypowiedziane przez relacjonującego swoje wejście na Mount Everest Tenzinga. Poczuć bliskość Stwórcy- wyjść na szczyt, aby spotkać swego Boga.
Ks. Roman Rogowski pisał kiedyś: „W samotności na szczycie spotkać się osobiście z Bogiem, usłyszeć Jego wezwanie, posłannictwo, jak Mojżesz znosząc tablice”.

A wszystko zaczęło się przed milionami lat. Sam z siebie, w wolnym akcie Stwórcy, utworzył Bóg lądy. W nim samym przed zaistnieniem na lądzie były już góry wszelkie. Pan Nieba i Ziemi jest Bogiem gór, to On powołał je do istnienia.

Po cóż- aby były. Stworzył wszystko, aby bało (Mdr 1,14); stworzył więc i góry, aby były. Tak właśnie stwarza jedyny Stwórca- aby były, bo taka jest Jego wola. I to do Niego samego należą górskie szczyty. „Góry topnieją jak wosk przed obli- czem Pana, przed obliczem Władcy wszystkiej ziemi”
(Ps 97, 5). I tak właśnie stwarza je nadal i przemienia bez końca. Jego akt stwórczy trwa nieustannie (Ps 97) i podtrzymuje istnienie: szczytów i dolin, szemrzących potoków i huczących wodospadów, schodzących lodowców i górskich jezior. A co tu mówić dopiero o królującej niepodzielnie kozicy czy świstaku, o niedźwiedziu i jeleniu, o sośnie i świerku, kosówce i limbie, urdziku i krokusie. „Pan jest wiekuistą skałą” (IZ 26; 4), jest wiecznotrwałą przyczyną wszelkiego istnienia- jest dawcą życia
 i sam je podtrzymuje.

„Duch Boży unosił sie nad wodami” (Rdz 1, 2). On jak odwiecznie wolny wiatr „wieje” kędy chce, dosięga najgłębszych zakamarków i najdalszych przestrzeni. Jest to Duch samego Boga- mało, jest do Duch- Bóg. A więc jest On bez granic wolny i w swej wolności wypełnia całą rzeczywistość stworzoną. Najchętniej jednak napełnia swą mocą najbliższe Jemu przestrzenie grani i szczytów, bezkresne morza piasków pustyni i wód oceanów.
To za swoją przyczyną sprawczą Stwórca swe dzieło uczynił wspaniałym i pięknym, przeniknięte światłem (Ps 76, 5), napełnił je mądrością (Syr 1, 9). Wychwalają góry Boże piękno (Syr 43), choć odblaskiem są jedynie Jego prawdy i dobra. Góry napełnione są Bogiem, stają się więc świątynią swego Stwórcy. I to niekoniecznie te najwyższe z „koroną Himalajów”, Pamiru, czy Andów. Dobrze jest znaleźć się na Mount Blanc, Matterhornie, Zugspitzu, dobrze wejść na Gerlach, Lodowy, czy chociażby Kościelec- i tam spotkać swego Pana. Otaczają nas jednak nie mniej napełnione Duchem Bożym formacje skalne, na ten przykład Meteores w środkowej Grecji- to słupy skalne, a na nich klasztory bizantyjskich mnichów; El Torcal z gór Betyckich
w Hiszpanii, Giant’s Causeway w Irlandii Pn. To „szlak gigantów” z bazaltowych kolumn, Prekestolen i Saltstraumen w norweskich fiordach, czy
wreszcie wyjątkowej tajemniczości Montpellier le Vieux w Pd. Francji i Theus w Pn. Włoszech.

Stwórca więc w swych dziełach jest Wielki i Wszechpotężny. Jest zarazem delikatny i wręcz drobiazgowy. Wypełnia każdy wschód słońca obserwowany z grani, jest też i w burzy grzmiącej nad szczytami. Bóg jest obecny w niezmąconej ciszy skał- tych wyniosłych i niedostępnych, i tych przytulnych rozgrzanych w blasku słońca. Góry są też miejscem radości Pana- jest w nich obecny i bliski (Os 48,2).

Wieczny akt stworzenia trwa nadal, w świecie skał i górskich zboczy wnosi życie zupełnie nieznane skądinąd. Z czym bowiem przyrównać ogrom mocy
i tętno życia wielkich górskich wodospadów, chociażby Krimml w Alpach austriackich, Briksdal na fiordach, czy też jeden z najpiękniejszych na świecie szwajcarski Neuhausen- wodospad Renu. A do czego można przyrównać wiecznie żywa lodospady Vatnajökull w Islandii, Mer de Glace- morze lodowe w Alpach francuskich, czy największa na świecie lodowa jaskinia Eisriesenwelt w masywie Tenen. Płynąc po wodach König See- alpejskie jezioro
w górnej Bawari, niezawodnie w sercu usłyszeć można cytowane już słowa z księgi Rodzaju 1, 2 „Duch Boży unosił się nad wodami”, a siedmiokrotne echo odbijane od stromych ścian Ducha tego umacnia.

Zaiste dobry jest Bóg, który stworzył Niebo i Ziemie, który stworzył góry tej Ziemi. Po górskich szczytach wodził swych proroków, to na górze Moria zarządał od Abrachama największej ofiary- jednorodzonego syna Izaaka; a i Mojżeszowi ukazał swą moc i przekazał swe posłanie. Sam Jezus ilekroć udawał się w odosobnione miejsca, uchodził w góry. Była jeszcze Góra Kuszenia, Błogosławieństw, Oliwna, Golgota i Wniebowstąpienia. Była
wreszcie Góra Przemienienia- Tabor. To tu właśnie ukazał Bóg swą moc i potęgę- Chrystus stanął na szczycie „prześwietlony” nieogarnionym i poraża
jącym uczniów światłem Ducha Bożego (Łk 9, 28). Góra Przemienienia- ta jedyna Tabor, oraz tych tysiące po całym świecie. To właśnie na szczytach zapragnął Bóg spotkać się z człowiekiem, zapragnął ofiarować siebie w Duchu. To właśnie wśród skał może człowiek szukać i może otrzymać łaskę „przemienienia”, łaskę przemiany swego życia. To właśnie góry są teatrem wyjątkowego stwórczego spektaklu, są też i świątynią, są wręcz sakramentem spotkania Stwórcy i stworzenia. Już wszak w opisie końca potopu (Rdz 8, 4), kiedy arka Noego osiadła na twardym gruncie góry Ararat, stała się znakiem zwycięstwa, ale i pokory. To Noe powołany przez Boga z pokorą i wiarą przyjął Jego wezwanie. I choć przerastało jego ludzkie wyobrażenia wypełnił wolę Pana i zwyciężył, pokonał żywioł potopu ratując stworzenia ziemskie. Porażką całego rodzaju ludzkiego w odstępstwach i grzechu obrócił Pan
w zwycięstwo- na górze Ararat. Inaczej mówiąc- to góra stała się miejscem zwycięstwa, pokonania zła, słabości i własnych ograniczeń. Jak dobrze uczucie to jest znane i dzisiaj na wielu szczytach Ziemi. Przypomina się tu myśl Gastona Rebuffeta:” (..) jedna klęska wzbogaca bardziej niż cały łańcuch sukcesów”.

Psalmista w Psalmie 121wznosi swe oczy ku górom, z nich to bowiem nadejdzie pomoc. Ewangelista Mateusz w rozdziale 24,16 poucza, aby „uciekać
w góry” kiedy nadchodz1 porażki i rozpacz. Pięknie powiedziane- uciekać
 w góry. Tam właśnie poddając się mocy Ducha Bożego następuje uwolnienie, wyrwanie z uścisku upadku. Ważne, żeby wchodząc do świątyni skalnej pozostawia swoją nędzę i małość u jej wrót. To tutaj zmienia się całkowicie perspektywa do siebie samego i własnych spraw, jak i całego świata pozostawionego w dole. To tutaj rosną też wymagania- góry wymagają głębokiej szlachetności, wymagają roztropności i rozwagi. Chociaż prawdą też jest, że potrzeba dużej dozy „szaleństwa”, by przechodzić ekstremalne drogi
w ścianie, by zaliczyć nie jeden szczyt. Oczywista, że potrzeba tego „dobrego szaleństwa”, tego które dodaje skrzydeł, polotu i wyobraźni. Wszak
i w ewangelii Mateusza (11, 12) przeczytać można, iż to gwałtownicy zdobywają Królestwo Niebieskie.

W górach też działa Duch Oczyszczenia- a to z ludzkich egoizmów, a to łamie pychę, czy wreszcie rozwiewa niewiarę. No bo na ten przykład czyż można zaprzeczyć istnienia Stwórcy gotyckiej niemal świątyni w Dolinie Kościeliskiej? Pomaga więc odkryć prawdę o sobie. Wchodząc na szlak wkracza się
w przestrzeń wolności, całą bowiem swoją realność życia pozostawia się poza sobą. Z otwartym sercem w całej prawdzie o sobie można wtopić się już
w ciszę i misterium przestrzeni Ducha gór. Idąc dalej , w tym momencie człowiek staje się otwarty na najwyższy dar z nieba- dar miłości Boga i bliźniego (1J 4, 20). Miłość się rodzi i umacnia, oczyszcza i uwalnia, rodzi się przyjaźń i braterstwo, a z nimi odpowiedzialność i rozwaga. Słuchając Chrystusowych błogosławieństw z Góry Błogosławieństw, szczególnie bliskie Duchowi gór zdają się być dwa: ” Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię, (oraz) Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,5 i 8).

Właśnie wejść w ciszę gór z czystym sercem, to mieć je pod stopami dotykając głową nieba, to jakby wziąć je w posiadanie napełniając się Boską mocą ich Ducha. Inaczej- to góra staje się miejscem głębi modlitwy, wznoszenia myśli do Pana, kontemplacyjnego zjednoczenia z Bogiem w Duchu Świętym. To jest więc góra przemienienia.

„Na skałę zbyt dla mnie wysoką wprowadź mnie!” (Ps 61,3)                                                                                        POWRÓT

______________________________________________________________________________________________
Góra Odkupienia

Kontynuując rozważania z poprzedniego V tomu „Pamiętnika PTT” pragnę dopisać kolejną kartę.  „To wielki dzień usłyszeć, jak Stwórca przemawia tylko do konkretnej osoby i usłyszeć w wielkiej radości i ufności słowo to przyjąć. Reszty dokona On sam – tu na Górze Przemienienia.” (K. Kabat: Góra Przemienienia. „Pamiętnik PTT” tom V. s.171). Tak właśnie, reszty On sam dokona. On tego dzieła już dokonuje. A idąc jeszcze dalej trzeba stwierdzić,
że On tego już dokonał blisko dwa tysiące lat temu. I od tej pory czyni to każdego dnia, i czynić będzie do końca czasów.

Rozważanie 1

Jezus, Wcielony Syn Boży przemierzając swoją ziemską drogę, wstępuje na liczne górskie szczyty. Na nich to właśnie dokonuje swoich największych dzieł. Na nich to odpoczywa, na nich się modli, naucza, ale i dokonuje cudów; na niej wreszcie dokona swego żywota.

„Góra Kuszenia” (Mt 4,8-; Łk 4,8-). Geograficznie jest to wzniesienie 32 km na wschód od Jerozolimy, nazwa właściwa- Qarantana. Po chrzcie Jezus wiedziony mocą Ducha Świętego udaje się na pustynię. Czterdzieści dni pości i modli się. A gdy czas ten dobiegł końca, przystąpił do Niego kusiciel, aby poddać Go próbie zwodzenia. Kiedy pierwsze dwie – zamiany kamieni w chleb i skoku z wieży świątynnej, zawiodły, szatan wziął Jezusa na „wysoką górę”. Ewangelista napisał, że było z niej widać „wszystkie królestwa świata, oraz ich przepych”. Kusiciel za jeden pokłon przed nim, obiecuje oddać Mu wszystkie królestwa. W odpowiedzi pada zdecydowane „idź precz szatanie…” I na tej właśnie górze dokonała się pierwsza konfrontacja z mocami ciemności, które są realnością tego świata i nie da się ich ominąć ani zlekceważyć.

    „Góra Powołania” (Mt 4, 18-; Łk 6, 12-), to góra powołania 12 Apostołów. Jezus wyszedł na górę, aby modlić się całą noc. Stanął w modlitwie przed Ojcem, modlitwie rozeznania Jego woli i powołań, jakie przygotował dla uczniów. Kiedy nastał ranek przywołał ich do siebie, aby wybrać dwunastu.
I nazwać ich Apostołami, a więc Jego posłańcami i następcami tu na Ziemi. A kiedy przyjdzie czas powrotu do Ojca roześle ich w świat, aby zaświadczali o swoim Zbawicielu i Mistrzu, nauczali i budowali Chrystusowy Ko
ściół.

    „Góra Błogosławieństw” (Mt 5,5-; Łk 6,20-) to góra umiejscawiana na zachodnim brzegu jeziora Galilejskiego, w pobliżu miejscowości Kafarnaum
i Magdala. Otoczony swoimi uczniami obchodził Jezus całą Galileę, głosił Ewangelię i uzdrawiał cierpiących. A kiedy tłum idący za Nim stał się bardzo liczny, wyszedł na górę i nakazał wszystkim usiąść. I tutaj wygłosił swoją najważniejszą naukę, nazwaną „ośmioma błogosławieństwami”. Inaczej mówiąc to samo sedno Nowego Przymierza- błogosławieni ubodzy w duchu, którzy się smucą, cisi i sprawiedliwi, miłosierni, czystego serca, pokój czyniący, cierpiący prześladowania, oszczerstwa i urągania. Taką to właśnie jest droga uczniów Mistrza z Nazaretu.

    „Góra uwolnienia opętanego” (Mk 2,1- ). Kiedy zapadła noc Jezus nakazał uczniom przeprawia się na drugi brzeg. A kiedy byli na środku jeziora rozpętała się burza i woda zalewała łódź. Jezus spał, a uczniowie Jego przerażeni wpadli w popłoch. Bardzo trudna próba wiary. Nauczyciel ich ze spokojem wstaje i ucisza żywioł. A kiedy wysiedli z łodzi, na zboczu wzgórza przystąpił do nich człowiek opętany przez duchy nieczyste. Żadne sposoby ich poskromienia nie odnosiły skutku. On jednak krótkim poleceniem uwolnił miotanego w konwulsjach człowieka, a duchom nakazał wstąpić w świnie. Te zaś w szale opętania po urwistym zboczu spadają tonąc w wodach jeziora. Przerażenie i szok wśród tych, którzy ujrzeli Jego moc.

    „Góra modlitwy” (Mt 14, 23-). Kiedy Jezus nauczał często towarzyszyły Mu liczne tłumy tych, którzy chcieli Go słuchać. Wieczorem okazało się,
a było to po męczeńskiej śmierci Jana Chrzciciela, że nie ma co dać ludziom do jedzenia. Było ich około 5 tysięcy samych mężczyzn, nie licząc kobiet
i dzieci. Nauczyciel dokonuje pierwszego rozmnożenia chleba i ryb, tak aż pożywili się wszyscy. Gdy zebrano jeszcze dwanaście koszy ułomków
i wszyscy udali się na spoczynek, On samotnie wyszedł na szczyt, aby tam się modlić- „On sam tam przebywał”. I czynił tak często sam jeden
w modlitwie przed Ojcem.

    „Góra rozmnożenia chleba” (Mt 15, 29). Jezus wędrując i nauczając przybył nad jezioro Galilejskie wszedł na górę, a za Nim przyszły wielkie tłumy. Kiedy usiadł przyprowadzano Mu rzesze chorych. On ich uzdrawiał i: odchodzili niemi, którzy przemówili, chromi, którzy chodzili, a niewidomi widzieli.
A wszyscy zgromadzeni widząc co im uczynił wielbili Boga Izraela. Jezus widząc ten zmęczony tłum, drugi już raz nakazał swoim uczniom wszystkich nakarmić. Ponieważ mieli jedynie siedem chlebów i kilka ryb, Jezus wziął je, odmówił dziękczynienie i łamiąc rozdał wszystkim.
 A kiedy się posilili zebrano jeszcze siedem koszy ułomków. I tu samych mężczyzn było cztery tysiące.

    „Góra Przemienienia” (Mt 17,1-, Łk 9, 28). Jest to szczyt o nazwie geograficznej Tabor (588 m), na Południowy Zachód od jeziora Galilejskiego,
w pobliżu miejscowości Nain. Pewnego dnia przebywając w okolicach Cezarei Filipowej, wraz ze swoimi uczniami, Jezus wziął Piotra, Jakuba i Jana,
i zaprowadził ich na wysoką górę.
 Pozostawiwszy ich nieco poniżej, sam udał się na szczyt. Tam też na ich oczach doznał Przemienienia- kiedy twarz Jego zajaśniała i całą postać prześwietliło Światło Ducha Bożego, obok Niego stanęli Mojżesz i Eliasz. A Światłość była tak wielka, że uczniowie
w przerażeniu, przysłaniając oczy rękoma popadali na ziemię. Wtedy to Bóg Ojciec, jakby że świetlistego obłoku przemówił: „To jest mój Syn,
w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Tak więc sam Stwórca wszechrzeczy objawił swoją wszechmoc w niebieskim świetle przemieniającym wszelką fizyczność.

    „Góra owiec” (Mt 18,12-). Ściślej mówiąc to góra dziewięćdziesięciu dziewięciu bezpiecznych owiec. Jezus chodząc po Ziemi nauczał w przypowieściach. Mówił o Dobrym Pasterzu, który utraciwszy jedną z owieczek, pozostawia w górach pozostałe i wyrusza na poszukiwanie tej jednej straconej.
A kiedy ją odnajdzie raduje się bardziej, aniżeli pozostałymi, które pozostały bezpieczne w górach.

    ” Góra Oliwna” to góra gór w Jerozolimie. Przez nią to przechodzi starożytna droga łącząca miasto  z Betfagą; po Wniebowstąpieniu wracali nią Apostołowie. To na niej bywał Jezus najczęściej. Jak mówi Ewangelista Łukasz w 21, 37-, ostatnie dni przed Jego pojmaniem całe dnie nauczał
w świątyni, a na noc wychodził na Górę Oliwną. Rano schodził do świątyni, gdzie już czekały tłumy. W jeden z wieczorów kiedy opuszczał świątynię, przystąpili do Niego uczniowie i udali się na Górę (Mt 24 i 25). Tam też ich nauczał. Była to chyba jedna z najtrudniejszych nauk, jaką usłyszeli od swego Nauczyciela. W niewiarygodnie realny wręcz sposób mówił im o zburzeniu Jerozolimy, mówił o znakach zapowiadających Jego powtórne przyjście przy końcu czasów, mówił jak żyć, aby się na te chwilę przygotować; mówił wreszcie o Sądzie Ostatecznym. Trudna to była nauka i niepojęta. Na Górze Oliwnej spędził też Jezus swoje ostatnie godziny przed pojmaniem (Łk 22, 39-). Kiedy dobiegła końca ostatnia Pascha udał się, a towarzyszyli Mu uczniowie, na górę, aby tam sie modlić. To była modlitwa konania. Kiedy upadł na kolana pełen trwogi przed tym co ma się dokonać, jakby się zawahał w swojej wierze: „Ojcze, jeśli chcesz zabierz ode mnie ten kielich (…)”. Zaraz też jednak daje wyraz swojej bezprzykładnej ufności mówiąc: „Jednak nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. I modlił się dalej umacniany przez Aniołów. A męka Jego była tak wielka, że krwawy pot płynął z Jego czoła. Kiedy skończył uczniowie Jego spali. Rozbudził ich, a wtedy przystąpił do Niego Judasz na czele 
zgrai uzbrojonych wysłanników Arcykapłana,
aby Mistrza swego wydać. Rozpoczęła się Jego męka i droga na Krzyż.

    „Góra Odkupienia” (Mt 27,32-, Mk 15, 23-, Łk 23,33-, J 19, 17-)”On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota. Tam Go ukrzyżowano (…)”. Wcielony Syn Boży został przybity do drzewa krzyża, aby oddać swoje życie dla odkupienia rodzaju ludzkiego. Ukochał i poszedł na Krzyż, aby kto w Niego uwierzy miał życie wieczne. A nim skonał , w bezmiarze swojej miłości woła do swego Ojca Niebieskiego: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”. Ukochał i poszedł na Krzyż, na przebłaganie za grzechy świata, dla wybawienia
z cierpienia wszelkiego, choroby, upadków. Ukochał i poszedł na Krzyż, aby wyjednać człowiekowi życie wieczne. A dzieło Krzyża Chrystusowego trwa na wieki, gdyż tylko On pokonał śmierć i trzeciego dnia Zmartwychwstał.

    „Góra Wniebowstąpienia” (Mk 16,19-, Łk 24, 50-). Kiedy dopełnił się już czas Jezusa Zmartwychwstałego, kiedy swoim uczniom przekazał już ostatni nakaz apostolskiego rozesłania i obietnicy znaków, jakie będą towarzyszyć tym, którzy uwierzą słowu Ewangelii- „został wzięty do Nieba i zasiadł po prawicy Boga”: Uczniowie oddawszy Mu pokłon powrócili do Jerozolimy, aby w świątyni wielbić i błogosławić Boga. Tak dobiegła końca ziemska droga
i „górski szlak” Zbawiciela, Nauczyciela i Mistrza, Pasterza i Przewodnika.


Rozważanie 2

Szlak został wytyczony. Przewodnik już oczekuje, aby każdego, kto zechce za Nim wyruszyć, poprowadzić przez szczyty gór ewangelicznych. On je przemierzył, na nich bywał dokonując swego ziemskiego żywota. On nigdy nie cofający swych dłoni z miłością, zaprasza w drogę.

    „Góra kuszenia”– wiele takich gór przechodzi każdy z ludzi w swoim ziemskim pielgrzymowaniu. Każdy trafia jakby na swoje własne, tylko dla niego przygotowane. To miejsce zasadzki zastawionej na ludzką słabość i niedoskonałość, to miejsce pokusy „dobrodziejstw” tego świata- władzy i bogactwa, nieujarzmionej wolności i pożądliwości. To miejsce , w którym kusiciel umacnia swoją niszczącą władzę, dając jemu uległym wieczne zatracenie. Idąc jednak za Niebieskim Przewodnikiem na szczycie tej góry czeka zwycięstwo. Nie po to przecież trwa życiowa wspinaczka na szczyty życia, aby tam przegrać, poddać się i zejść, a co gorsza spaść pokonanym. Trud wspinania daje siłę. A kiedy nawet przyjdzie chwila osłabienia i omdlenia, obok jest Przewodnik zapraszający, by na Nim się wesprzeć. Z Nim na każdej napotkanej górze kuszenia czeka zwycięstwo, w Jego imieniu jest zwycięstwo nad wszelkimi mocami ciemności.

    „Góra Powołania”– miejsce spotkania i odkrywania Bożej woli. To On przygotował każdemu z pośród żyjących jego wyjątkowe miejsce, osobiście
i wyłącznie do niego. I to On zaprasza na spotkanie. Wyruszyć na nie, to wyruszyć w kolejną drogę, to wkroczyć na kolejny szczyt. Bóg zaprasza i czeka nieustannie, cierpliwie. Posłał też swego Syna- Drogę i Siłę; posyła swego Ducha, aby kto w swojej wolności taką wyrazi wolę wprowadzony był na sam szczyt. I kiedy pomimo rozlicznych prób, trudów, upadków, dociera podróżnik na szczyt, tam usłyszy prawdę swego posłania. Tam rozpozna do siebie skierowaną wolę Pana, tam będzie uposażony, aby ją wypełnić.

    „Góra Błogosławieństw”– wkraczających w jej przestrzeń Jezus zaprasza, by wraz z uczniami zasiąść u Jego stóp, zasiąść w pełni i osobiście,
by wysłuchać Bożego Testamentu. Można by rzec, że Niebieski Przewodnik jasno wskazuje drogę do wiecznej szczęśliwości. Droga to trudna i kręta.
To droga pocieszenia w smutku, droga ubóstwa i cichości, sprawiedliwości i miłosierdzia, czystości serca i pokoju, to wreszcie droga prześladowania
i kłamliwych oskarżeń. „Błogosławieni jesteście (…) cieszcie się i radujcie (…)”. Droga to trudna i kręta, lecz u jej kresu nagroda czeka pewna. No i jakże różna od tych, które proponuje człowiekowi świat, pełen ludzkiej obojętności na krzywdę drugiego, pełen bogactwa i rozkrzyczanej agresji, niesprawie
dliwości i nienawiści, zakłamania i pożądliwości. Drogi tego świata nie prowadzą na „niebiańskie szczyty”, na „Górę Błogosławieństw”.

    „Góra uwolnienia”– to góra oczyszczenia, podźwignięcia, umocnienia. Jakże napełniającym jest i wyzwalającym spoglądać na bezkres przestrzeni
z wysokiego szczytu. O ileż to łatwiej jest na szczycie, pod chmurami nieboskłonu, zrzucić z siebie wszelkie zniewolenie, wszelkie zabłąkanie i upadek.
Jak te ewangeliczne nieczyste duchy, wstępujące w świnie, aby ze skalnego urwiska runąć do wody, tak wędrowiec na szczycie góry swego uwolnienia zrzucić może w przepaść całą swoją nędzę i słabość. Musi jednak wcześniej spotkać swego Przewodnika. Jego bezgraniczna bowiem miłość i moc z
 samego dna zła, może wyprowadzić dobro.

    „Góra modlitwy i rozmnożenia chleba”– Można rzec, że to góra darów, gdzie Mistrz i Przewodnik bez żadnych zasług wchodzącego na nią, daje mu biesiadować ze sobą, obdarowując hojnie. Jest to też góra dobrowolnego odosobnienia, aby w ciszy i samotności stanąć przed Panem zostawiając świat cały za sobą, wyjść na szczyt, spotkać sie z Najwyższym. A kiedy w piersiach serce jest czyste, pełne miłości i prawdy, On daje- bez końca rozmnaża swoje dary i daje. A jest ich nieskończona ilość, jak nieskończone jest Jego miłosierdzie.

    „Góra Przemienienia”– góra światła i Bożej mocy. Już pod samym szczytem można upaść z przerażenia, przysłaniając oczy i uszy przed przenikającą wielkością Prawdy. Trzeba jednak też się podźwignąć i wkroczyć na szczyt. To jest siła wolnej decyzji na Stwórcę. Decyzja, a za nią trudy marszu,
aby w pełnym blasku światła stanąć na szczycie. Dookoła rozległy widok, aż po horyzont. A tutaj staje człowiek sam jeden, zalany Światłem. To jest Boże Światło, to Jego moc, to On sam. I Bóg już wie- człowiek przyszedł do Niego, człowiek zdecydował się pójść za Nim. To wystarczy. On dokona reszty. Niebieski Przewodnik dalej już poprowadzi, przemieni i pośle, oczyści i wesprze. Taka jest Jego wola i moc. Góra Przemienienia , to góra kolejnych narodzin, z ciemności do światła, z grzechu do świętości, ze śmierci do życia wiecznego.

    „Góra Oliwna”– góra gór, oaza porośnięta oliwnym gajem, rozłożysta i zielona, miejsce azylu i spoczynku. To jest góra bezpiecznych owiec spokojnie oczekujących powrotu Dobrego Pasterza. To jest góra , na którą można uciec przed gwarem i zgiełkiem życia. To jest góra, gdzie w samotności rozważa się największe tajemnice i najgłębsze prawdy. Jest to góra wyjątkowych spotkań z przenikającą, a może przynaglającą mocą Ducha Bożego, spotkań
w cztery oczy z miłością Jezusa, spotkań z miłosiernym i sprawiedliwym Ojcem Niebieskim. To tylko na jej szczycie zdolny jest wędrowiec przystanąć, aby wyznać: „Bądź wola Twoje, nie moja”. I jak Jezus z duchem i ciałem wstąpił do Ojca, tak wówczas wstępuje w Niebiosa duch i serce zdobywcy szczytu. Rozpoczyna się zarazem kolejną drogą zbawienia , ale też i krzyżowania.

    „Góra Odkupienia”– Droga pielgrzymowania dobiega jakby do końca. Jezus Przewodnik wprowadza już na ostatni szczyt- Golgota. To jest góra krzyży, góra śmierci. Tylko też w Synu Bożym jest to góra zwycięstwa i odkupienia. Nie męka konania zdaje się być istotą, lecz bezgraniczna miłość, która pozwoliła Jezusowi dobrowolnie przyjąć na siebie mękę i śmierć, na przebłaganie za grzech człowieka. Dlatego też ta właśnie miłość bez końca płynie z krzyża w każdej kropli krwi, niewinnie przelanej krwi. Trzeba więc przybyć pod Jego Krzyż, stanąć obok Matki Jego Marii i umiłowanego ucznia Jana, no i zaczerpnąć z tego źródła życia. Właśnie tak- źródła życia doczesnego i wiecznego. No bo czyż można nazwać życiem ziemskie pielgrzymowanie człowieka bez nieustannego czerpania z niekończącego się nigdy wartkiego potoku miłości spływającego z Krzyża? No, a czymże byłaby przyszłość człowieka po przekroczeniu granicy śmierci, gdyby nie odkupienie grzechów i Zbawienie wieczne w Opiekuńczej Śmierci i Zmartwychpowstaniu?

Rozważanie 3

    „Góra Odkupienia” jest największym wyzwaniem dla człowieka do wspólnego z Bogiem pielgrzymowania. Jest też zaproszeniem w pełnej wolności na wyprawę życia. Grań do przebycia liczy wiele szczytów, żadnego z nich jednak nie da się pominąć. Jest dany czas na przebywaną drogę i nie zawsze jest on wystarczająco długi. Jest też Przewodnik- Nieomylny i Doskonały, budzący zaufanie, wspierający kiedy zajdzie taka potrzeba. Człowiek podjąć musi jedynie decyzje i do niej dołożyć nieco wysiłku. Cały bagaż ziemskich przywiązań lepiej pozostawić za sobą w dole. Wówczas pozostaje już tylko dać się prowadzić nieomylnie do celu.                                                              POWRÓT

____________________________________________

HISTORYCZNE UWARUNKOWANIA NARODZIN JEZUSA CHRYSTUSA

WSTĘP- etymologia imienia

 Jezus- hebrajskie Jehoszua, Jeszua (Jahwe zbawia), greckie  Iesous, łacińskie Iesous (Jahwe zbawicielem); Chrystus– hebrajskie masziah, aramejskie mesziha, greckie christos,łacińskie Chrystus; namaszczony, pomazaniec, mesjasz. Taki jest źródłosłów imienia „unikatowej” postaci dziejowej, Jezusa z Nazaretu, syna Maryi i prawnego syna Józefa; twórcy chrześcijaństwa i Kościoła. Według wiary to jedyny Zbawiciel rodzaju ludzkiego- Mesjasz, uczłowieczone Słowo Boże wcielenie, to Jahwe- „Ja jestem”, Bóg Człowiek –Jezus Chrystus.
Chrystus nie jest nazwiskiem, ani drugim imieniem, lecz nierozłączną częścią imienia Jezus. Zdaniem
ks. Prof. Czesława Bartnika nie jest zasadną „teologia” samego imienia Jezus, jak również samego imienia Chrystus- „ poprawnie powinna funkcjonować integralna teologia: jezu- chrystologia”.

W Biblii używane są dwie formuły imienia- wstępująca: Jezus Chrystus, to Jezus z Nazaretu Mesjasz (tytuł „wysokościowy”), to „Jezusa Bóg uczynił Mesjaszem”, oraz- zstępująca:Chrystus Jezus oznacza, że Mesjasz (Syn Boży) objawił się i jest w Jezusie z Nazaretu, to Słowo Boże stało się ciałem.

Tak więc można tłumaczyć, że Jezus to w pełni człowiek (historyczny i doczesny), a Chrystus to druga Osoba Trójcy Świętej (kategoria teologiczna, wiary i wieczności). Obie więc formuły oznaczają to nieraz-łączną jedność Syna Bożego i Człowieka, to osobowa obecność Syna Bożego w Jezusie z Nazaretu.

TŁO HISTORYCZNO- GEOGRAFICZNE

1. Palestyna

 

  Był to niewielki kraj, położony pośród śródziemnomorskich piasków. Cezareę Filipową na północy, a Bersabeą na południu dzieliło sto pięćdziesiąt mil. Joppę nad brzegami Morza Śródziemnego, dzieliło od Ammonu siedemdziesiąt piąć mil. Inaczej granice możemy określić jako niemal całkowicie naturalne: z zachodu Morze Śródziemne, a od wschodu Pustynia Syryjsko- Arabska; od północy wyraźnie odcina ją południowy kraniec górskiego masywu Libanu. Obok biegnie łańcuch gór Antylibanu, kończący się góra Hermon. Jako południową granicę podaje się Idumeę i pustynne okolice na południe od Bersebea. Kraj bardzo mały na tyle, że Rzym podporządkował go innej ze swoich prowincji- Syrii. Zajmowała powierzchnię 25 124 km 2, to jest nieco mniej jak np. Sycylia.

Cały ten teren podzielony jest na dwie części: głęboka dolinę rzeki Jordan, schodzącej w dół od gór Taurus, przez Celesyrię, aż do najniższego punktu w Morzu Martwym. Dalej jednak płynie na wschód przez Półwysep Synajski i kończy się w Morzu Czerwonym, poniżej poziomu Morza Śródziemnego. Po drodze tworzy dwa jeziora el- Hule i Tyberiackie.

Na tym niewielkim terenie żyły pozostałości 12 plemion, posługujących się trzema dialektami, szereg prowincji, np. Judea, Samaria, Galilea, szereg miast i miasteczek, no i 3 miliony ludności. Judea ze stolicą Jerozolimą była w całości ostoją judaizmu, natomiast sąsiadująca z nią Samaria, to teren zamieszkiwany przez azjatyckich kolonistów, przesiedlonych tu przez władców Asyrii pod koniec VIII w. przed Chrystusem.

Była krajem rolniczym uprawiającym gliniastą ziemię w klimacie subtropikalnym. Okolice Jerozolimy czy Betlejem to tereny górzyste o temperaturze średnio 31 stopni Celsjusza.

Pogodę kształtowały dwie pory roku: sucha i deszczowa. Ta ostatnia przypadająca głownie na czas pomiędzy końcem listopada, a początkiem kwietnia. Po niej całą zieleń wypalało słońce. Spore też różnice występowały pomiędzy temperaturami upalnego dnia i chłodu nocy.

Kraj był mocno ubogi w drewno, a więc głównym budulcem dla budowniczych domów, mostów był kamień. Pasterze wkopywali się w ściany wapiennych wzgórz, drążąc sobie „jamy” w skałach. Hodowano osły, psy, owce i kozy. Na zboczach wzgórz i nizinach uprawiano zboże, jak i owoce, jak winogrona, oliwki, daktyle, figi i słodkie kasztany. Tak więc rolnictwo stało na wysokim poziomie. Rolnik bezradny jednak wobec żywiołów, często niszczących plony, szukał pomocy w świątyni Jahwe, oddając Bogu w ofierze pierwsze zbiory z każdego rodzaju upraw. Kiedy jednak klęska przemijała żałowali i kombinowali jakby tu oddać na ofiarę jak najmniej.

2. Żyd wierzący- świątynia 

Nie jest łatwym omówienie zamieszkującej ziemie Palestyny ludności żydowskiej. W szczególności powodem tego jest duże zróżnicowanie. Uogólniając nieco możemy powiedzieć za Jimem Bishopem (autorem książki „Dzień w którym umarł Chrystus”), że Żyd zawsze jawił się jako człowiek bardzo skrupulatny i zamknięty w sobie. Robił interesy z niewiernymi, ale nigdy się z nimi nie bratał. Gdziekolwiek i jakkolwiek przebywał poza granicami swego kraju uważał to za tymczasowe odda-lenie od Jerozolimy. Miasto to bowiem zajmowało w życiu wiernego Żyda prawdziwe centrum duchowe, a nie tylko stolica administracyjna. Był on człowiekiem rodzinnym i sentymentalnym, którego równie łatwo było wzruszyć, jak i obrazić. Nie bał się śmierci i prędzej oddałby życie niż podporządkowałby się rozkazom sprzecznym z obowiązującym go prawem.

Całe życie Żydów skupiało się wokół świątyni jerozolimskiej i wszyscy wspierali ją zwyczajowym podatkiem w wysokości pół szekla jerozolimskiego rocznie. Głęboka wiara i przestrzeganie Bożego Prawa i płynących z niego przykazań, zabraniało bezwzględnie jakąkolwiek cześć i kult bożków, powodowała odrzucenie wybitej przez Rzymian nowej szekli z wizerunkiem Cezara Augusta. Przyjmując, że około 3 mln. Żydów rocznie wpłacało na rzecz Świątyni po pół szekli (dzisiaj to ok. 25 centów amerykańskich) rocznie, to dałoby równowartość siedmiuset pięćdziesięciu tysięcy dolarów. Do tego ofiary w naturze z okazji żniw, jagnięta podczas Paschy, codzienne ofiary z celem odpuszczenia grzechów, bogate darowizny zamożnych rodów, łącznie dawały ponad 1 mln dwieście tysięcy dolarów.

Bardzo skomplikowany był system tworzenia obowiązującego prawa. Najpierw był ustny przekaz, co już kończyło się niekończącymi się sporami pomiędzy nauczycielami. Po przedstawieniu jakiegoś prawa, każdy z nich je interpretował wedle swego uznania i tak powstawały całe rabinackie szkoły. Nie łatwo więc było być prawowiernym Żydem. W co-dziennym życiu wszystko było regulowane tym prawem- częstokroć do najmniejszych wręcz absurdalnych szczegółów. Wśród nich jednak należy wyróżnić dwa najważniejsze i najświętsze, to szabat i obrzezanie- to dwa filary judaizmu. Obrzezanie było znakiem przynależności do umiłowanego przez Boga Jahwe narodu, jak również było tez dokumentem, który uprawniał duchowych potomków Abrahama do uczestnictwa w korzyściach płynących z przymierza zawartego z samym Jahwe. Aktu obrzezania dokonywano w ósmym dniu życia chłopca. Zachowywanie natomiast szabatu zostało poddane przez rabinów bardzo szczegółowym przepisom. Mówią o nich np. dwa traktaty Talmudu: Szabat i Erwin. Naczelnym z ich było powstrzymanie się od wszelkich zajęć i czynności, aż do skrajności jak np. własnej obrony, zgaszenie światła, napisanie dwóch liter. W miarę jednak kształtowania się judaizmu rabini bez końca wprowadzali jakieś zmiany do tych przepisów. Trwał on co tydzień od zachodu słońca w nasz piątek, do zachodu w sobotę. Był to wbrew pozorom czas duchowego uniesienia i radości. Wśród świąt okresowych najważniejszymi była Pascha, Pięćdziesiątnica i Święto Namiotów.

Żyd wierzył w pełną jedność. Pragnął jednego Boga, jednej świątyni, jednego narodu, ludu, rodziny. Tak też był jeden symbol jego związku z Bogiem- Arka Przymierza, w której przechowywano mojżeszowe tablice z dekalogiem, otrzymane przez niego od samego Jahwe. Była to podłużna skrzynia z akacjowego drewna, wewnątrz i z zewnątrz pokryta złotem, bogato przyozdobiona. Złożono ją w miejscu świętym w pierwszej świątyni jerozolimskiej, skąd niestety w czasie rozlicznych wojen zaginęła.

3. Herod Wielki
Począwszy od III w. przed Chrystusem, Palestyna pozostawała pod rządami arcykapłanów, sprawujących władzę zarówno duchową, jaki cywilną. Jerozolima ulegała ciągle sile różnych despotów, jak Aleksander Wielki, Ptolemeusz, królowie Syrii i Egiptu, cesarze Rzymu. Dobrze, że doceniali oni uległość Żydów i dlatego pozostawiali im sporą swobodę, chociażby pozostawiając lokalną władzę arcykapłanom, wspieranym przez radę starszych- Sanhedryn. Dopiero ok. 30 lat przed Chrystusem, Rzym ustanowił króla w osobie Heroda Wielkiego.

Był on wyjątkowo okrutny i ambitny. Nie był nawet z pochodzenia Żydem. Jego matką była Kypros- Arabka, a ojcem Antypater- Idumejczyk i nie pochodzili z rodu królewskiego. Dlatego też Herod dość wcześnie został nazwany jako „człowiek podłego urodzenia, Idumejczyk, w połowie Żyd”. Daleki był on od prawdziwego ducha judaizmu. Był tytanem w działalności i wytrwałości, w przepychu i okazałości, w okrucieństwie i brutalności. Zawsze opowiadał się za i wspierał najsilniejszych, a więc i Rzym. Będąc zdecydowanym sceptykiem, uważał religię za pewien objaw społeczny, z którym należało się liczyć, ale nic poza tym. Jako przebiegły jednak polityk nie ranił uczuć religijnych Żydów, a nawet odbudował całkowicie i rozbudował Świątynię. Do ściśle religijnych spraw się nie mieszał, ale cały czas dokładnie śledził. Cały jego dwór był i tak nadal całkowicie pogańskim. Z drugiej strony naród będący całkowicie pod tradycjonalnym wpływem faryzeuszów, nie mógł „kochać” takiego króla.

Do tego wszystkiego rządził jak już wspomnieliśmy bardzo ciężką ręką, np. w zakresie ciągle podnoszonych podatków. Ręce jego ociekały również zbrodniczą krwią wielu ofiar z jego rozkazu, np.
= już w 37 r. przed Chrystusem skazał na śmierć 45 stronników swego rywala do tronu Hasmodejczyka Antygona,
= w r. 35 kazał utopić wybranego przez siebie wcześniej na najwyższego kapłana, brata swojej ukochanej żony Mariamme
= w r. 34 kazał zabić swego szwagra Józefa
= w r. 29 rozkazał zamordować swoją żonę Mariamme, a kilka miesięcy później również swoją teściową
= kazał też zabić swoich synów Aleksandra i Arystobula po ich powrocie z Rymu, a wraz z nimi ok. 300 urzędników im sprzyjającym
= w r. 4 na 5 dni przed śmiercią rozkazał zabić swojego pierworodnego syna Antypatia, którego wcześniej desygnował na swego następcę
= po narodzinach Jezusa rozkazał w Betlejem ściąć wszystkich chłopców poniżej 2 roku życia.
Mniej udokumentowaną historycznie jest jeszcze jedna zbrodnia- przed samą swoją śmiercią zaprosił do siebie wielu znamienitszych Żydów, których rozkazał wymordować zaraz po jego śmierci. Wszystko po to, aby wydawało się światu, że naród opłakuje jego odejście, chociaż faktycznie opłakiwano tych wybitnych współbraci.

W stosunku do Rzymu Herod był formalnie królem, ale i przyjacielem i sprzymierzeńcem. W praktyce był po porostu wasalem. Tyle, że naród Żydowski miał pewne przywileje, np. nie płacono podatków na rzecz imperium, ani nie utrzymywano legionów rzymskich. Król miał na swym terenie pełnię władzy administracyjno- finansowej i sądowniczej. Miał też swoje wojsko zaciężne. Wszystko jednak co czynił, było pod stałym nadzorem cesarza, a bezpośrednio poprzez Prokuratora rzymskiego, którym w czasie życia Jezusa był najbardziej znany Poncjusz Piłat.

Był mąż w średnim wieku, nie posiadający żadnych znamion wielkości, jeśli nie liczyć jego ambicji. Do Cezarei, aby objąć swój urząd przybył w 26 r, przejmując go po odwołanym Waleriuszu Gratusie. Ten ni jak nie potrafił sobie poradzić z arcykapłanami- Annaszem, Izraelem, Eleazorem I Szymonem. To on też przed samym odwołaniem mianował arcykapłanem Józefa, nazywanego Kajfaszem.

4. Sanhedryn

             Na lewo od ołtarza kapłanów, pomiędzy wewnętrznymi dziedzińcami wielkiej świątyni, znajdowała się prostokątna, nie umeblowana sala, zwana komnatą Obrad Sanhedrynu. Tu właśnie zbierała się starszyzna, która za pośrednictwem arcykapłana rządziła Judeą.

Początki Wielkiego Sanhedrynu sięgały o kilka wieków wcześniejszych. Było to najwyższe ciało prawodawcze, jak i sądowe. Składało się z kapłanów, uczonych w Piśmie i starszych, najtęższych umysłów Palestyny. W prowincjach działały również lokalne Sanhedryny, ale w swoich decyzjach zawsze były podległe władzy Wielkiego. Do tego gremium należało wprowadzanie i egzekwowanie prawa, regulującego sprawy wewnętrzne Palestyny- w kwestiach polityki zagranicznej reguły dyktował Rzym. Do kompetencji Sanhedrynu należało również skazywanie Żydów na śmierć, a nawet pogan nie będących obywatelami rzymskimi. Te ostatnie jednak musiał zatwierdzić Prokurator rzymski.

Wielki Sanhedryn składał się z 71 członków, w tym arcykapłana na jego czele. Członkowie jego wywodzili się z trzech klas:

= rodziny kapłańskie- głównie saduceusze, podważający wyższość tradycji ustnej, nad prawem pisanym; reprezentowali oni elitę kraju- bogaczy i konserwatystów.

= druga grupa to starsi, ludzie w podeszłym wieku, osoby świeckie, z wieloma osiągnięciami; często to również saduceusze

= trzecia grupa to uczeni w Piśmie, to ludzie nieco młodsi, znawcy prawa, najczęściej to faryzeusze, a więc zajmujący się głównie interpretowaniem prawa nie utrwalonego nigdy na piśmie. Faryzeusze od dawna cieszyli się pewną przewagą nad saduceuszami, zmuszając ich do przyznania, że nie wszystko zostało zawarte w pisanych prawach Mojżesza, i że większa część prawa zawarta jest w przekazach ustnych i w obszernych rozprawach poświęconych nakazom, zwanych Halakh i Haggadah. Z czasem faryzeusze poszli jeszcze dalej i mogli niemal całkowicie dyktować prawa, jakie tylko chcieli. To dawało im nieograniczoną władzę w interpretacji. Obydwie grupy cały czas trwały w konflikcie. Często jedni i drudzy w swej zapalczywości obrony swoich poglądów sami głoszone przez siebie prawo naginali, bądź w ogóle je pomijali.

Arcykapłan stojący na czele Sanhedrynu zwoływał posiedzenie wedle swego uznania i potrzeb. Kiedy był on słabą jednostką, na sile zyskiwało całe zgromadzenie. Kiedy jednak był on mocną jednostką, Sanhedryn stawał się jego narzędziem. Taki właśnie układ był, kiedy na jego czele stanął Kajfasz, popierany jeszcze przez jego teścia Annasza.

Sanhedrynowi bezpośrednio podlegało ok. 7 tysięcy kapłanów z wielkiej świątyni, także świątynna straż, rabini i cywilne władze Judei. Niezwykle ciekawe wydają się być zasady regulujące funkcjonowanie całej rady i wywodzących się z niej zespołów sędziowskich. Podczas procesów cywilnych np. każdy z sędziów mógł dowolnie brać stronę obwinionego, bądź powoda. W wypadku procesów karnych, wszyscy sędziowie mogli opowiedzieć się za uniewinnieniem, ale nie mogli wszyscy opowiedzieć się za wyrokiem skazującym. Wszystkie niemal sprawy trwały najwyżej jeden dzień, wieczorem wydawano wyroki uniewinniające, a po uznaniu winy czekano do następnego dnia, dając jeszcze szansę sędziom zmiany wyroku. Wyroki ferowano głównie w oparciu o zeznania świadków.

5. Mesjanizm

  Dla Żydów najważniejsze w życiu było oczekiwanie na Mesjasza. Można by rzec, że ten właśnie mesjanizm stanowił najbardziej „urzekającą obsesja” całego narodu.
Mesjasz- po hebrajsku Mashiah– Pomazaniec. Każdy wierzący miał i ma nadal świadomość, że jego zmartwychwstanie poprzedzą dwa wielkie wydarzenia: przyjście Mesjasza i koniec tego świata. Czasami wiązano je w jeden, tak jakby Mesjasz miał przynieść zagładę całemu światu. Uczeni w Piśmie bez końca te kwestie roztrząsali, powołując się ciągle na teksty proroków i inne wyjątki z ksiąg. Każde nowe pokolenia żywiły głęboką nadzieje, że to właśnie za ich życia się to dokona.

Dawni prorocy obiecali, że Wielki wybraniec przyjdzie od samego Boga i że wyzwoli plemiona Izraela, a wówczas, jeśli ludzie okażą się godni, rozgromi wrogów Palestyny. Izrael bowiem miał zapanować nad wszystkimi pogańskimi narodami i sprowadzić je do jedynego Boga Jahwe, przyczyniając się do Jego pełnego zwycięstwa.
Panowała pełna zgodność, że wywodzić się On będzie z rodu Dawida. Nazwany będzie Synem Człowieczym. Jako „Ręka Boga” istniał już u Niego, zanim Stwórca stworzył świat. Już w księdze Henocha napisanej 100 lat przed Chrystusem zapowiedziany był Jako Wybraniec Boga, z którym zamieszkuje. Wszystkie narody padną przed nim na twarz, gdyż w nim zamieszkuje duch mądrości i oświecenia. On przyjdzie jako najwyższy sędzia i sądzić będzie wszystkich, karząc tych, którzy prześladowali prawych.
Psalmista głosił, że Mesjasz przyjdzie jako Król i zmiażdży wrogów Izraela, oczyści Jerozolimę i poprowadzi narody. Pomimo różnych nie-zgodności w zapowiedziach prorockich, wszyscy oni opisywali, że pojawi się nagle, nie wielu będzie wiedziało o jego narodzinach. Kiedy już przyjdzie zapowie, iż wybuduje nową świątynię, a piękno jej będzie oprawą dla: Złotego Świecznika, Arki Przymierza, niebiańskiego ognia na ołtarzu ofiarnym, Boskiej obecności- Shechinah i Cherubów. To Jerozolima stanie się stolicą tego świata i domem Mesjasza. Wielu przybywało więc przeróżnej maści samozwańców i oszustów, uważających siebie za tego, na którego oczekiwali. Faryzeusze szybko demaskowali szaleńca i wszystko wracało do normy. Nawet Arcykapłan Kajfasz w swoim niedowiarstwie poszedł już tak daleko, że kiedy wreszcie przyszedł ten prawdziwy- Jezus Chrystus, nawet i on nie rozpoznał w Nim oczekiwanego Mesjasza. Kajfasza i wielu z pośród kapłanów interesowało jedynie utrzymywanie ich władzy, tak duchowej, jak i ekonomicznej. Był on piętnastym arcykapłanem w przeciągu 60- ciu lat, wystarczyłoby też najmniejsze zamieszanie na stopniach świątyni, a zostałby zmieniony. Tym bardziej, że był on ostatnim z rodu Annasza, a więc po jego odejściu do głosu doszedłby inny ród kapłański. Do tego więc nie mogli dopuścić.                                                                    POWRÓT

______________________________________________________________

POCHODZENIE JEZUSA Z NAZARETU

1. Zapowiedzi starotestamentalne

   Mesjanizm narodu żydowskiego budowany był przez cały czas trwania jego historii poprzez ciągłe zapowiedzi prorockie i osobowe figury oczekiwanego Mesjasza w Jezusie Chrystusie. Już pierwszym rodzicom po ich grzechu Bóg zapowiada potomka niewiasty, który zetrze głowę węża – kusiciela. Już z potomkami Adama wiąże się pochodzenie Jezusa w opisach genealogii u św. Mateusza i św. Łukasza, ukazujących go jako pełnoprawnego spadkobiercę wszystkich obietnic danych Izraelowi- Abrahamowi, Jakubowi i pokoleniu Judy. Mojżeszowi Bóg dał obietnicę, że naród wybrany otrzyma takiego jak on proroka, wybrańca Bożego, przez którego dokona On odkupienia Izraela i wszystkich ludzi. Przewidziany od Boga przed wiekami „Panujący” pasterz, z zadaniem pasienia Ludu Bożego „ mocą Jahwe”, Jahwe majestacie Boga, identyfikowany przez proroka Micheasza z Pokojem, miał wyjść z Betlejem judzkiego, jako Emanuel w trzech pieśniach Izajasza, stanie się znakiem, że Bóg jest z ludźmi. Matką Jego zostanie dziewica, a On sam pełen Ducha Jahwe zasiądzie na tronie Dawida. W proroctwie Jeremiasza Mesjasz nazwany jest „sprawiedliwą odroślą Dawidową”.

W opisach pojawia się również obraz Mesjasza- Króla, który nabiera cech duchowego przywódcy Ludu Bożego. W zapowiedziach proroka Ezechiela z czasów niewoli babilońskiej, będzie to Pasterz nowego odrodzonego i zjednoczonego narodu, żyjącego ściśle wg Bożego prawa, nowy Dawid, wieczny Książę, Sługa całkowicie oddany Bogu. W pieśniach o Słudze Pańskim autorstwa Deutero- Izajasza nazwany jest Sługą Jahwe, najintymniejszym jego powiernikiem, nauczycielem narodów i mężem boleści, który z woli Bożej i świadomego wyboru weźmie na siebie winy ludzi, w poniżeniu oraz cierpieniu odda swoje życie za ludzkie grzechy. Przez niego spełni się Boża wola usprawiedliwienia „wielu”, Bóg przydzieli mu tłumy, a on będzie orędownikiem grzeszników. Tak więc mamy wizerunek Mesjasza cierpiącego, jak i bardziej utrwalony w świadomości Izraelitów obraz Mesjasza- Króla. Pojawia się również jedna wzmianka o Jego godności kapłańskiej. Apokaliptyczna wizja Daniela o Synu Człowieczym ukazuje Jego nadprzyrodzone rysy, a od Boga otrzyma na zawsze ziemskie królestwo bestii. Według psalmisty wreszcie Mesjasz będzie kamieniem węgielnym, który zostanie odrzucony przez budujących.

  Drugą formą zapowiedzi mesjańskich jest tzw. typologia biblijna, ukazująca osobowe „figury”, tak jakby prawzory ziemskiego życia, działania i śmierci Jezusa.

– Adam jako typ Mesjasza (nowego Adama), który w czasach mesjańskich wprowadzi Izraela do nowego raju, a apokaliptyka żydowska zapowiada życie w czasach mesjańskich, na wzór rajskiego życia. Adam nieposłuszny jest figurą posłusznego Jezusa Chrystusa- Głowy odkupionej ludzkości, Adam ulegający wężowi figurą triumfującego nad szatanem.

– Abel– jego przelana krew jest figurą przelanej krwi na krzyżu, niewinnie skazanego i ponoszącego śmierć dla zbawienia ludzkości.

– Noe– to figura powtórnego przyjścia Jezusa- „dzień Noego”, Jego zstąp-pienia do otchłani, aby ogłosić zbawienie tam przebywającym duszom, Jego ratunek dla ludzi przez obmycie w chrzcie, na wzór arki ratującej z potopu.

– Abraham– jest typem Jezusa Chrystusa zawierającego nowe przymierze (Ireneusz, Orygenes, Hilary)

 Melchizedek– zapowiada „Kapłana na wieki”

– Izaak– przez swoje niezwykłe narodziny zapowiada narodziny Jezusa, a próba ofiary z jego życia jest figurą Mesjasza wydanego za ludzi przez Boga Ojca, oraz Jego śmierci i zmartwychwstania.

– Józef– cierpienie zadane mu przez najbliższych to figura męki Jezusa, a sprzedanie przez braci zapowiada zdradę Judasza

– Mojżesz– na jego figuratywność wskazują już prorocy starotestamentalni, jest figurą Mesjasza jako nowego prawodawcy, wyzwoliciela ludu, uspokajającego morze i chodzącego po nim, rozdzielającego chleb ludowi.

Aaron to typ arcykapłańskiej władzy Chrystusa, Jozue- to zapowiedź wprowadzenia do odpoczynku, pokonania wrogich mocy, Dawid– to figura Chrystusa Króla, Salomon- figurą nowego budowniczego duchowej świątyni, Eliasz i Jeremiasz– to typy misji prorockiej i nauczycielskiej, Jonasz i jego trzy dni we wnętrzu ryby, to zapowiedź śmierci i zmar-twychwstania.

 2. Fakt istnienia- historyczność

     Autentyczność istnienia Jezusa Chrystusa zgodnie potwierdzają Ewangelie synoptyczne, które już w prologach ujawniają zamiar opisania wydarzenia Jezusa, interpretując teologicznie i dając własne charakterystyki jego osoby. Św. Marek już w tytule „Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa” nawiązuje do Księgi Rodzaju, porównując do początku świata początek ewangelii w wystąpieniach Jana Chrzciciela. Dzieje Apostolskie przynoszą katechezy naocznego świadka życia Jezusa św. Piotra, a do nich to odnosi się ewangelista.
Św. Mateusz przedstawił niezwykle konkretnie pochodzenie Jezusa pisząc „Księgę genezy- biblos geneseos” nawiązując również do Księgi Rodzaju. Ukazuje, że Bóg Pan dziejów, inauguruje czas Zbawiciela i zbawienia, przez Jezusa jako człowieka pochodzącego od Abrahama, z rodu Dawida.
Ciekawym dowodem jest również wielokrotny sprzeciw i wrogość Żydów wobec narodzin, działalności, no i w śmierci Jezusa, jak również życzliwość okazywana mu przez niektórych pogan- mędrców, żony Piłata i nie-go samego.
Św. Łukasz pisząc historię Jezusa, starał się dokładnie i wyczerpująco zbadać różne relacje i fakty, szeregował je, wskazywał również na wypełnianie się starotestamentalnych zapowiedzi. Kontekst historyczny tych wydarzeń tworzą konkretne postacie i ich nazwiska: Cezar August (2,1) i Tyberiusz (3,1), wielkorządca Syrii Kwiryniusz (2,2) i namiestnik Judei Poncjusz Piłat (3,1), Herod Wielki (1,5), jego synowie Filip i Antypas (3,1; 8,3; 9,7; 13,31), kapłani Annasz
( 3,2; Dz 4,6) i Kajfasz (3,2; Dz 4,6).

Ewangelia Św. Jana, to relacja naocznego świadka i uczestnika wielu z tych wydarzeń. Dlatego też dostarcza ona zarówno wiele szczegółów, jak i wielu teologicznych interpretacji. Można tu znaleźć również szereg danych topograficzno- geograficznych, nie wspomnianych również przez synoptyków, opisy szeregu wydarzeń, cudów, nauczania i wreszcie maki i śmierci.
Oczywiście wielką dokumentacją historyczności życia Jezusa są wszystkie opisy Jego męki Równie ważnym źródłem historycznej wiedzy są Dzieje Apostolskie i listy pawłowe, jak również apokryfy, chociażby z opisem narodzin „Proto-ewangelia Jakuba” i dzieciństwa „Historia dzieciństwa Jezusa”.

3. Rodowód

             Dokładne opisy, chociaż nieco się różniące znaleźć możemy w Ewangelii św. Mateusza i św. Łukasza. Są to spisy imion, celem których jest udokumentowanie genealogii Jezusa, jak i stwierdzenie spełnienia się w nim zapowiedzi starotestamentalnych i zapoczątkowania nowego porządku, jaki niosło ze sobą jego przyjście na świat.

„Księga rodowodu Jezusa” Św. Mateusza ma wyraźne cechy żydowskie i do tego kręgu była skierowana. Genealogia ta ma charakter zstępujący i zawiera 3 cykle po 14 pokoleń. Odpowiadające 3 okresom historii narodu wybranego:

+ od Abrahama do Dawida nawiązujący do 1 Krn 1,34 i Rt 4,18-22

+ od Dawida do niewoli babilońskiej nawiązujący do 1 Krn 3, 1-16, z wyraźnym opuszczeniem niektórych imion królów judzkich (Ochozjasza, Joasza, Amazjasza, Jojakima) wynikające z nagannej oceny,

+ Od niewoli babilońskiej do narodzin Jezusa, nie opierający się na dokumentach starotestamentalnych.
Drzewo Genealogiczne Jezusa zostało też ściśle powiązane z macierzyństwem Maryi, jak i ojcostwem Józefa, dzięki któremu zostali włączeni do królewskiego pokolenia Dawida i włączeni w tradycję narodu uznającego za swego ojca Abrahama. Genealogia Jezusa u św. Łukasza powstała w środowisku hellenistycznym i również ma układ schematyczny- 11×7. Od Adama do Józefa wymienionych jest 77 imion uszeregowanych w jedenaście pokoleń po 7. Jezus otwiera 12 pokolenie rozpoczynając czasy eschatologiczne. Jest tu również wyraźna idea nowego Adama. Tak więc obydwa rodowody wywodzą pochodzenie Mesjasza od Dawida. Obok treści teologicznej mają one również wartość historyczną. W społeczności izraelskiej status społeczny zależał od przynależności do określonego pokolenia. Miało to też konsekwencje polityczne. Kto po powrocie z niewoli babilońskiej nie mógł się wykazać prawowierną genealogią był wykluczony ze społeczności- zwłaszcza kapłani i lewici.
Różnice pomiędzy opisami św. Mateusza i św. Łukasza biorą się głównie z ich ukierunkowania: pierwszy odnosił rodowód Jezusa do Józefa, a drugi do Maryi.

4. Narodziny

             Data narodzin Jezusa Chrystusa, którą błędnie wyznaczył Dionizy Mały, stała się początkiem liczenia lat wg. ery chrześcijańskiej. Pomoc w obliczeniu tej daty stanowi wzmianka u św. Mateusza o narodzeniu za czasów Heroda Wielkiego. Biorąc na wzgląd opisy pokłonu magów, śmierć niewinnych chłopców betlejemskich, ucieczka Świętej Rodziny do Egiptu i jej powrót, można stwierdzić, że Jezus narodził się kilka lat przed rokiem 4 starej ery (750 od założenia Rzymu). Właśnie umarł Herod, a królestwo zostało podzielone pomiędzy 3 synów: tetrarchów Archelausa,, Antypasa i Heroda Filipa II. Wyliczenia daty z tłumaczeń zjawiska gwiazdy niczego nie wnoszą.
Św. Łukasz podaje ważną wzmiankę o spisie ludności, jaki zarządził cesarz August Oktawian. Wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz- czyli Publiusz Sulpicjusz Kwiryniusz, pełniący od 12 roku przed Chrystusem urząd konsula i odpowiadał za politykę Rzymu na Bliskim Wschodzie, a od 6 roku po Chrystusie sprawował urząd gubernatora Syrii.
Tak więc na podstawie tych ewangelicznych wzmianek należy określić rok narodzin Jezusa pomiędzy 8, 6 rokiem starej ery (746- 748 od założenia Rzymu).
Z obydwu relacji jasno wynika, że miejscem narodzin niewątpliwie było miasteczko Betlejem- kolebka rodu Dawida. Ewangelista Łukasz podaje również nieco szczegółów ukonkretniających to umiejscowienie. Podaje on bliższe okoliczności narodzenia Jezusa: Józef z Maryją zmuszeni zarządzeniem władzy świeckiej, udali się na spis do Betlejem.

„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż jej Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał jej narazić na zniesławienie zamierzył oddalić ją potajemnie. Gdy podjął tę myśl Anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł:” Józefie, Synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej małżonki; albowiem  Ducha Świętego jest to co się w niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów (…)”.

Bibliografia:

  1. „Encyklopedia Katolicka”. tom VII, Towarzystwo Naukowe Katolickie-go Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1997, 1287-1323
  2. Giuseppe Ricciotti: „Życie Jezusa Chrystusa”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 2000, 33- 97
  3. Jim Bishop: „Dzień, w którym umarł Chrystus”, EXTER, Gdańsk 1996, 51- 96
  4. „Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu”, PALLOTINUM, Poznań- Warszawa 1971        POWRÓT

_____________________________________________________________

DROGA KRZYŻOWA NA MOGIELICĘ- 2003
Rozważania i prowadzenie Krzysztof Kabat

 

Zanim wyruszymy w naszą drogę towarzyszenia Jezusowi na Golgotę, wejdźmy wraz z nim do Getsemani. Upadłszy na twarz przy skale Jezus błaga i walczy- to pokusa, zwątpienie. Właśnie i my teraz złóżmy Panu swoje pokusy. Popatrzmy na Niego- krwawy leje pot, ale nie daje się złamać. Zapraszam Was- walczmy i my wraz z Nim, bo Jezus zwycięża, bo dzisiaj chce zwyciężać w każdym z nas.

+ Tak Ojcze, nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie.

Spróbuj i Ty krocząc dzisiejszą krzyżowa drogą odnaleźć w swym sercu to zdecydowane TAK.

+ Tak Ojcze, Twoja wola i w mym życiu niech się wypełni. Tak Ojcze, współcierpiąc dzisiaj z Twoim Synem, pragnę w pełni odpowiedzieć Ci- TAK.

Zanoszę moje TAK dla woli mego Niebieskiego Ojca. Wołam TAK do ciebie Duchu Święty Boże- przyjdź, napełnij mnie, poprowadź dzisiaj i jutro… Dopomóż mi i doprowadź za Jezusem na Golgotę, abym tam stanąć mógł wraz z Matką Jego, z umiłowanym uczniem, z moją siostrą i bratem.

STACJA I – Pan Jezus na śmierć skazany

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Kiedy Go skazali- nie bronił się- przecież nie był winny.

Kiedy Go bili, wyszydzali- nie  bronił się- przyjmował z pokorą.

Kiedy Go skazali- nie bronił się- przyjął na siebie winę mego grzechu.

+ Panie Jezu, który za mnie przyjąłeś wyrok śmierci- ja chcę być po Twojej stronie, chcę kroczyć wraz z Tobą na ten ostatni szczyt. Taka wolna decyzja mej woli. To nic, że będzie może i ciężko, że niemodnie, że pod prąd- wyruszam dzisiaj z Tobą Jezu.

STACJA II- Pan Jezus bierze krzyż na swe ramiona.

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Kiedy zrodzony był z Maryi, kiedy wyruszał w swoje ziemskie pielgrzymowanie wiedział, że krzyżem będzie koniec tej wędrówki. On tak mnie ukochał, że w trosce o moją wieczność wybrał krzyż i poszedł.

+ Panie Jezu- powiedziałeś dzisiaj do mnie „Kto chce być moim uczniem niech weźmie swój krzyż i pójdzie za mną”. Właśnie tutaj, dzisiaj wyznaję z głębi serca mego, że Twoim pragnę być uczniem, że chociaż tak mi jest ciężko dźwigać mój krzyż, przyjmuję go i pragnę kroczyć za Tobą. Ty zawsze jesteś ze mną Panie, przychodzisz zawsze razem z krzyżem. Dopomóż mi dźwigać mój osobisty i zwyciężaj. O tak – zwyciężaj Panie.

STACJA III- Pan Jezus upada pierwszy raz pod krzyżem

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Jakże ciężka była ta belka Krzyża? Jakże ciężar ten wzmaga mój grzech. A grzechy mojego brata, siostry, mojej mamy, mego taty, a grzechy mego narodu? Mój Pan i Bóg- najdoskonalszy z ludzi upadł przygnieciony tym ciężarem.

+ Panie Jezu- Ty znasz moje siły i wiesz na co mnie stać. Ty wiesz Panie, że i ja mogę upaść, przygnieciony moim krzyżem. I ten tez bywa śmiertelnie ciężki. O tym wiedziałem, kiedy wkraczałem na Twoją drogę Jezu, kiedy wziąłem swój krzyż, aby nieść go wraz z Tobą. Wiem jednak Panie, że chociaż upadnę na samo dno, Ty jeden mnie nie opuścisz, Ty mnie podźwigniesz i umocnisz do dalszej drogi.

STACJA IV- Pan Jezus spotyka swoją Najświętszą Matkę

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Matka Jezusa Maryja wyruszyła za Nim w drogę- ostatnią drogę Jej Syna. A On nawet nie mógł jej dotknąć swą ręką- trzymał drzewo swej śmierci. Nie mógł wypuścić go z rąk, gdyż tak wielkie sprawy zależą od tego krzyża. Jakże ogromny był jej ból- Matka i jej Syn idący na śmierć.

+ Panie Jezu- Przeczysta Matka Twoja Maryja, Matka Bolesna, Matka Współcierpiąca, wyruszyła pod krzyż. Popatrz Panie i na mnie, jestem i kroczę wraz z Maryją. Jestem pełen bólu, Twego bólu; niosę ból chorych, ból głodujących, zabijanych na wojnie, torturowanych i poniewieranych, ból bezrobotnych, rodzin alkoholików, ból zabijanych w łonie matki i porzuconych przez matkę dzieci.

STACJA V- Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– „Czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście nie uczynili”. A kto pomógł by nieść krzyż Jezusa, gdyby Cyrenejczyk odmówił? Przecież nie chciał, bał się. Czy ja bym go zastąpił, czy zastępuję go wspomagając innych, kiedy i im przychodzi dźwigać krzyż swego życia?

+ Panie Jezu- Ty możesz mnie uczynić Szymonem. Proszę Cię o wiarę, o odwagę i ufność w dźwiganiu cudzych krzyży. Uczyń mnie nowym Szymonem. Tyle wokół mnie cierpienia, tyle upadków, choroby. Panie z bogactwa swego miłosierdzia wylej na mnie Twoją łaskę i moc współdźwigania krzyży tego świata.

STACJA VI- Św. Weronika ociera twarz Pana Jezusa

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Spójrzmy w twarz Zbawiciela. Czy widzę ślady swojej złości, szyderstwa, obmowy i krytyki, swego nałogu i grzechu, na Jego twarzy? To w każdym kolcu wbitych w Jego głowę jest prawda o mnie. Tak właśnie ranię skronie mego Zbawiciela, tak przelewam Jego krew. A jakie noszę w swym sercu Jego odbicie?

+ Panie Jezu- przez Twoje święte skrwawione oblicze pozwól mi zrozumieć, że to ja mogę ocierać je z moich i cudzych win. Dozwól mi Panie w mym sercu,  Twoje nosić oblicze, dozwól mi odnajdywać je w każdym z mych sióstr i braci.

STACJA VII- Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Drzewo krzyża staje się coraz cięższe, rany krwawią, ból, ogromny ból biczowanego, cierniem ukoronowanego. Ta niemoc to również dzieło Odkupienia, dlatego Jezus się podnosi, żołnierze kładą na Jego ramiona krzyż i ruszają. Wspomaga Go nadal Szymon.

+ Panie Jezu- widzisz i moje upadki. Ty jeden możesz mnie z nich podźwignąć, z każdego grzechu i każdej przepaści życia. Kiedy już tracę nadzieję, kiedy nie znajduję wyjścia i spadam w przepaść, Ty przychodzisz, aby mnie podźwignąć. Nigdy bowiem Boże nie zsyłasz na mnie ciężarów ponad moje siły by je dźwigać, nigdy też ich nie zsyłasz by mnie ukarać. To Twoja łaska sięga dalej i głębiej niż moje siły- tam gdzie umęczony człowiek nic już nie może, Twoja łaska działa cuda.

STACJA VIII- Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Łzy to nieliczne na krzyżowej drodze oznaki ludzkiego współczucia. Takie łzy krzepią, choć są wyrazem bezsilności człowieka wobec cudzego cierpienia. Przynoszą pomoc, choć pomóc nie mogą. Jezus sam cierpiący do niewiast się zwraca słowami „ Nie płaczcie nade mną, lecz nad synami swoimi”.

+ Panie Jezu- i do mnie posyłaj swoich posłańców z pocieszeniem, kiedy upadam i cierpię. Posyłaj mi posłańców Twojej miłości. Tak ciężko żyć Panie w samotności, tak ciężko dźwigać swoje krzyże w pojedynkę, proszę Cię Panie nie zostawiaj mnie na tej drodze w pojedynkę, samego. Proszę Cię niech nie zabraknie i obok mnie Twych „płaczących niewiast”, niech nie zabraknie współczucia i wsparcia.

STACJA IX- Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– I po raz trzeci ciężar drzewa przygniótł do ziemi samego Boga, Syna Bożego, który całkowicie wolny, jedynie miłości do człowieka poddał się tym torturom. I znowu to drzewo i sam Zbawiciel pod nim, na ziemi. Ale to nic, podnosi się, dźwiga ciężar zakrwawionego ciała, dźwiga ciężar krzyża i rusza dalej. On musi dojść, on wie, że tam na szczycie Golgoty czeka śmierć.

+ Panie Jezu- Ty na nowo podejmujesz swój krzyż, aby iść dalej, Jesteś wytrwały i mnie ucz tej wytrwałości. Nie chcę Cię nigdy zdradzać Panie, gdybym jednak zawiódł- Ty mnie nie opuszczaj. Wytrwaj przy mnie, niepokój mnie we dnie i w nocy, aż zawrócę z mej drogi by powrócić do Ciebie. Nic bowiem nie zastąpi Twojej bliskości, Twojej obecności i prowadzenia

STACJA X- Pan Jezus z szat obnażony

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Droga Syna Człowieczego dobiega końca. To już szczyt- Golgota. Ździerają z niego szaty, a właściwie to co po nich pozostało, pełne krwi i bólu, pełne uderzeń i naigrawań. Pozostała nędza ludzkiego ciała, odziana jedynie w godność ludzkiego człowieczeństwa. I w tym ciele, w tej nędzy i w tym człowieczeństwie jakże jesteśmy do Stwórcy podobni.

+ Panie Jezu- stwórz we mnie na nowo oczy czyste i czystą myśl. Stwórz we mnie czyste serce. Proszę Cię o oczy nowe i ręce godne dotykać Ciebie w człowieku.

Ty jesteś przeźroczysty Panie, jak źródlana woda. A ja tak często boję się w niej przejrzeć, by nie zobaczyć swej nędzy, swoich masek i pozorów. Ty jesteś samą prawdą, która przegląda się w uczciwości Twoich słów i czynów. Dopomóż mi Panie i odnów moje oczy i serce, aby nie lękały się światła prawdy.

STACJA XI- Pan Jezus przybity do krzyża

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Golgota- góra czaszki, śmierci, góra skazanych, potępionych. Właśnie tutaj przyprowadzono Syna Bożego, właśnie tutaj dokona On dzieła Odkupienia. Przybity do drzewa- ból niewyobrażalny, ból przykryty milczeniem. A po obydwu strona dwóch złoczyńców. Z Jego ran spływa krew- każda kropla za moje grzechy, każda kropla z miłości do mnie, z przebaczeniem, z odkupieniem moich win.

+ Panie Jezu- czy potrafię Ci dziękować za ten dar zbawczej śmierci Twojej. Dałeś mi Panie największy dar Odkupienia- proszę daj mi też łaskę jego przyjęcia, zrozumienia i zawierzenia. Proszę naucz mnie dźwigać mój życiowy krzyż w milczeniu, z cierpliwością, z wiarą i ufnością, że taką jest wola Ojca naszego.

Panie Jezu- pod Twoim dzisiaj staję krzyżem, wraz z Matką Twoją i umiłowanym uczniem. Staję pod Twym krzyżem z moją mamą i ojcem, z moimi bliskimi i przyjaciółmi. Staję pod Twym krzyżem, aby całkowicie oddać Ci siebie, takim jakim jestem. Ty poniosłeś na krzyż i pozwoliłeś przybić do niego każdy mój upadek, moją słabość, mój grzech. Pozwoliłeś przybić moje niewierności, mój zdradliwy język, moje nieczyste spojrzenia. Dlatego proszę Cię Panie uczyń mnie wolnym, uczyń mnie prawdziwie świętym Twoją świętością, prawdziwie miłującym  Twoją miłością.

STACJA XII- Pan Jezus umiera na krzyżu

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– „A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eloi, Eloi. Lama sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”

Jezus umierał, a oni szydzili. Nawet w tej chwili domagali się dowodów, żeby zobaczyć, żeby uwierzyć. Nawet gdyby im tego dowodu Ojciec udzielił, i tak by nic nie uczynili. Syn Boży z własnej  woli i miłości do mnie umarł. Wraz z Nim umarł stary świat, świat Starego Prawa. A nowy, to świat życia i miłości. Objawił się w konającym Zbawicielu Bóg miłosierny, Bóg kochający człowieka.

+ Panie Jezu- to już koniec Twojego ziemskiego cierpienia, dokonało się. Ze śmierci Twojej przemawia do mnie prawda, która na świecie głupstwem wydawać się będzie. Twoja śmierć jest posłańcem nowego życia- życia wiecznego w zbawczej radości zjednoczenia z Ojcem naszym niebieskim.

Panie Ty jeden znałeś dokładnie czas swojej męki i krzyżowej śmierci. Ja jej nie poznam dopóki nie przyjdzie, dlatego proszę Cię Panie przeprowadź mnie drogą mego ziemskiego życia, aż do ostatniej jego chwili. Przeprowadź mnie i przygotuj; nie pozwól Panie, abym oddalił się od Ciebie. Chcę być gotowy każdego dnia i nocy chcę być gotowy na spotkanie z Tobą.

STACJA XIII- Pan Jezus zdjęty z krzyża

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Wykonało się, na krzyżu pozostało martwe ciało. I przyszli ludzi, Ci którzy Go ukochali, zdjęli Jego ciało i złożyli w dłonie Matki Bolesnej. To jest jej Syn. Umarł. Została już sama, powierzona opiece Jana. Jakżesz nieogarniony to ból przeszywać musiał serce Maryi, na swoich kolanach trzymającej martwe ciało swego Syna?

+ Panie Jezu- przez ręce Twojej Matki proszę Cię o wytrwanie do końca na krzyżu mojego obowiązku. Pomóż mi tak przejść przez życie bym nigdy z krzyża obowiązku nie zszedł, ani innym nie pozwolił się z niego sprowadzić- bym doczekał aż przyjdziesz Ty sam i zdejmiesz mnie z niego.

STACJA XIV- Pan Jezus złożony w grobie

– Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Jak nakazywała tradycja złożyli ciało Jezusa w grobie, a przed wejście zatoczyli kamień. Sędziowie Jego postawili straż, aby nikt nie wykradł ciała.

Nie wiedzieli jednak, że to tylko na krótko, że na nic te zabezpieczenia. To tylko trzy dni. I koniec stał się początkiem- Jezus Zmartwychwstał. On pokonał śmierć, pokonał szatana, abym ja miał życie wieczne.

+ Panie Jezu- który w trzy dni Zmartwychpowstałeś, uczyniłeś wszystko nowym. Odnowiłeś moje życie, odnowiłeś całą rzeczywistość. Wyjąłeś nas spod władzy śmierci i dałeś życie wieczne- ze śmierci powstało życie.

Oddajemy Ci chwałę Panie i uwielbienie; wyznajemy dzisiaj, tutaj, wysoko na szczytach, że wierzymy w Twoje zwycięstwo w naszym życiu, we mnie samym. Właśnie tutaj, na koniec tej drogi stając przed Twoim pustym grobem wyznać pragnę, że to Ty jedyny Jezu Chryste jesteś moim jedynym Panem i Bogiem, jesteś moim Królem i Przewodnikiem- AMEN

ROZWAŻANIA KOŃCOWE:

– Czy ja w to naprawdę wierzę, czy Jezus naprawdę w mym sercu i duszy umarł i Zmartwychpowstał?

– Poszukaj odpowiedzi w sobie.

– Jakie miejsce Ten zmartwychwstały Jezus zajmuje w moim życiu na co dzień?

– Czy może poddałem się oszustwom tego świata, mówiącym że dla Pana Boga miejsce w mym życiu może być od święta , a na co dzień ono jest wyłącznie moje- świeckie?

– Czyżby Jezus tak wiele cierpiał i umarł tylko dla moich świąt, dla chwil spędzonych od czasu do czasu w kościele?

– Najwyższy czas wprowadzić prawdziwe Jezusa do mego życia, mojej szkoły, przedsiębiorstwa, do mego domu rodzinnego, do mego codziennego języka i myśli .

– Trwa walka z kościołem, Europa porzuciła Jezusa i całą swoją przeszłość tak ściśle związaną i promieniującą na cały świat bijącym sercem dla Boga. Niech moje serce nie ulega, niech moja wiara staje się odważna- muszę być gotowy, a moja lampka oliwna musi być zabezpieczona przed zgaśnięciem. Kiedy i do mnie przyjdzie Oblubieniec, a może zechce mnie wezwać, muszę być gotowy pójść za nim.

– A może do Ciebie właśnie dzisiaj przychodzi, może to ten dzień, kiedy powinieneś dać mu jasną odpowiedź + Tak Panie Jezu wyznaję tu i teraz, na tej pięknej górze- to Ty jesteś moim jedynym Panem i Bogiem, Ty jesteś moim jedynym Królem i Przewodnikiem- AMEN                                                                                               POWRÓT


DROGA KRZYŻOWA NA MOGIELICĘ- 2009

 – Zanim wyruszymy w naszą drogę towarzyszenia Jezusowi na Golgotę, wejdźmy wraz z nim do Getsemani. Na ołtarzu skalnym w ogrodzie złóżmy nasze pokusy, nasze nałogi, słabości, nasze wady i nieprawości. Przy tej skale krwawy leje pot nasz Zbawiciel- to pokusa, zwątpienie- „Ojcze nie moja. lecz Twoja wola niech się stanie.”
– W dzisiejszą Drogę do mogielickiego krzyża ponieśmy w sercu i myśli wszystkie nasze nieprawości i grzechy, zwłaszcza te szczególnie uciążliwe, które i nas samych ranią. ponieśmy swoje największe wady i prośmy Pana aby nas z nich uwolnił. Prośmy, aby przez swój krzyż, przez każdą swoją ranę, przez swoją śmierć, wyzwolił cię z tych zniewoleń.

– Życzę każdemu z Was, aby była to droga rzeczywistego zwycięstwa Jezusa w Tobie i Twoim życiu.
– śpiew

STACJA I – Pan Jezus na śmierć skazany

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Zbawcze dzieło Syna Bożego już się zaczęło. Stajemy w Getsemani. Jeszcze Go nie pojmali, jeszcze nie osądzili, a On już cierpi- „Jeśli możesz Ojcze odsuń ode mnie ten kielich…”
No i przyszli, uzbrojeni, rozkrzyczani, pocałunek ucznia i już Go wiodą przed Radę, przed Poncjusza. Dalej na Niego krzyczą, oskarżają i biją. Związanego, odartego z szat biją. „ECCE HOMO”- Oto Człowiek- a oni ciągle Go biją, wyszydzają i biją. Katują Jego ciało i serce.
A szatan przemyka się pomiędzy tłumem, patrzy i pyta w podszeptach- czy warto? Człowieku, czy warto tak cierpieć, kim Ty jesteś, po co to robisz; Jezusie z Nazaretu- czy warto? Oni krzyczą ukrzyżuj, ukrzyżuj Go !

– A co ja na to? Czyż i ja nie staje w tym tłumie- może nie krzyczę- może milczę- ale ile razy i ja uderzam, ile już zadałem ran Zbawicielowi?

+ Za wszystkie fałszywie wydane wyroki,
Za każde przedkładane wygody osobistej nad prawdę,
Za wyrachowaną zmienność poglądów
Przepraszam Cię, Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

————————————————————–

 STACJA II- Pan Jezus bierze krzyż na swe ramiona.

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

 -„Kto chce być moim uczniem- mówił Jezus, niech weźmie swój krzyż i pójdzie za mną”. Wyprowadzili Go już na ulice. Na głowie Jego królewska korona- królestwa cierpienia. Ciało zsieczone i poszarpane. I krwawi, cały krwawi. A tu zwalają na Jego ramiona bele krzyża. Nogi się ugięły, wszystkie rany dopiekły- rusza w ostatnia drogę. Z nieludzką siłą woli rusza, poganiany i bity, rusza.

– Czy wyruszyłem już i ja, czy wziąłem swój krzyż życia i wyruszyłem za swoim Mistrzem i Przewodnikiem? Przecież tak mi już ciężko z moją chorobą, może z moim mężem, żoną, z moim szefem, a może moim proboszczem. Czy dam radę- czy chcę dać radę?

+ Za każde celowe rozdrapywanie ludzkich ran,
Za brak taktu i delikatności w kontaktach z bliźnimi,
Za to, że znając ciężar swych grzechów, nic z tym nie robię-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

——————————————————–

 STACJA III- Pan Jezus upada pierwszy raz pod krzyżem

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

 – Zawahał się, ugięły się kolana, upada na bruk. Za nim lecą drągi krzyża, walą się na Niego i przygniatają. I znowu krzyczą, biją, każą iść dalej. Dźwigają Jego krzyż. Podnosi się i widzi- „zły” nadal krąży, spotykają się ich oczy. Jezus wstaje, bierze krzyż i rusza- wie, że nie może się poddać- zwycięstwo w Jego cierpieniu.

– Czy ja się dźwigam z mego upadku- czy podnoszę się wraz z Jezusem- a może poddaję się „złemu”, który czeka?

+ Za to, że znając Twoją naukę, tak często od niej odchodzę,
Za to, że tak bardzo oddaliłem się od ludzi, że nawet gdy upadają, nie chcę im pomóc,
Za każdą sytuację, gdy mój upadek boli tych, którzy mnie kochają-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

———————————————————

 STACJA IV- Pan Jezus spotyka swoją Najświętszą Matkę

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

 – Maryja- Matka, nie opuściła Syna. Od początku przemyka się w tłumie, by Mu towarzyszyć, aby widział i czuł jej matczyną miłość, współcierpienie. Ona jest cierpliwa, czeka na moment, aby do Syna podbiec, utulić Go, otrzeć Jego zakrwawioną twarz. Przecież On już nic nie widzi- krew zalewa Mu oczy. To oblicze Syna- Zbawiciela.

– Czy i ja dostrzegam tę twarz- czy widzę te oczy- czy potrafię się przemknąć w tłumie aby podbiec wyznać przed światem- to Jezus, mój Pan i Przewodnik?

+ Za to, że mało kocham moich rodziców,
Za każdą łzę, łzę jaka spłynęła po ich policzkach z mojego powodu,
Za niewdzięczność każdego dziecka, które nie docenia, jaki skarb dali mu rodzice, obdarzając je życiem-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

—————————————————————-

 STACJA V- Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Skazaniec stanął- krzyż ciąży, nie daje się już ruszyć go z miejsca, zatacza się i zgina coraz bardziej kark pod tym ciężarem. I pada rozkaz- TY, ty będziesz niósł razem z Nim”. „Ależ to niemożliwe odpowiada Szymon, ja nie mogę, ja Go nie znam, ja ma rodzinę, dzieci, ja nic złego nie uczyniłem.” „Nie gadaj- TY- już go prowadzą, popychają- łap się za krzyż i dźwigaj razem z Nim…” I stanął Szymon przed Panem, spojrzał mu głęboko w oczy i zrozumiał wszystko co się tu dzieje. To przecież jest Zbawiciel- Syn Boga, a nie złoczyńca. Objęli się ramieniem, pochwycili belki i ruszają.

– A może i ja podbiegnę do nich- obejmą mnie- i będę dźwigał krzyż Zbawiciela? Czy jestem gotów- a może wolę stać obok w tłumie gapiów- przecież ja nie jestem winien Jego cierpienia?

+ Za każdy dobry ludzki czyn wykonany z ociąganiem i niechęcią,
Za to, że miłość Twoja, która przynagla do czynienia miłości, tak rzadko znajduje oddźwięk w moim sercu,
Za to, że czasem wstydzę się uczynić dobro z obawy o zdanie ludzi, o ich opinię i wytknięte w moją stronę palce-
Przepraszam Cię Panie mój!

 – śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

————————————————

 STACJA VI- Św. Weronika ociera twarz Pana Jezusa

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Krew zalewa Mu skronie, spływa po policzkach wtapiając się w kamienie drogi. Jak wcześniej Jego Matka, przemyka się w tłumie niewiasta, która rozpoznała całą prawdę tej drogi. W końcu podbiega, w śnieżnobiałej chuście ukrywa Jego twarz, przynosząc ukojenie, drobinkę czasu na zatrzymanie, na oddech. Szybko jednak ją odpędzają i każą Jezusowi ruszać dalej- i znowu krzyczą i biją, bez końca krzyczą i biją. Jezus z Szymonem ruszają. Weronika stoi osłupiała- jej chusta i Jego na niej oblicze- Achiropajetos,  Nierukotvornyj, Oblicze nie ludzką ręką uczynione- cała prawda Jezusowego oblicza.

– Czy i ja mam w swym sercu taką chustę- czy odbija się w niej twarz Zbawiciela? A może moja jest zwinięta i głęboko schowana w zakamarkach serca, aby nikt nie widział, nie wiedział, że jestem Chrystusowy, a nie tego świata?

-Za obojętność i znieczulicę współczesnego człowieka,
Za to, że coraz mniej czyni się z czystej bezinteresowności,
Za to, że wstydzą się dziś ludzie małych, prostych gestów dobroci-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

——————————————————

 STACJA VII- Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

 – Drzewo krzyża staje się coraz cięższe, rany krwawią, ból, ogromny ból biczowanego, cierniem ukoronowanego. Upada nieprzytomny z bólu i słabości. Za Nim lecą bele krzyża. Jest jednak Szymon, osłania Go, nadludzkim wysiłkiem je dźwiga. Zachęca Jezusa, aby powstał, aby szedł, bo znowu będą bić.On spogląda w tłum, gdzie niezmiennie przemyka się władca ciemności, walczy i czeka- może się podda? Jezus jednak wie, że nie ma odwrotu z tej drogi, wie że ją przejdzie, chce ją przejść, bo na końcu czeka zwycięstwo- Odkupienie.

– Po ilekroć ja upadam i do kogo wówczas wyciągam ręce po pomoc- czy jest to Ten, który teraz leży, aby zwyciężyć- a może to ten, który z ironią przemyka się chyłkiem pomiędzy nami, czekając na chwilę słabości?

– Za to, że choć przyrzekam poprawę przy każdej spowiedzi, wciąż brnę w nowe grzechy,
Za to, że pozwalam w sobie małym grzechom urosnąć do wielkich rozmiarów-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

——————————————————-

 STACJA VIII- Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

 – „ Nie płaczcie nade mną, lecz nad synami waszymi”. I one rozpoznały prawdę tej drogi, rozpoznały Zbawiciela, który dźwiga Krzyż, aby na nim z miłości oddać swe życie. Niewiasty, pełne bólu i współczucia. „ Nie płaczcie”, tak musi być, to dla was i dla waszych synów wyruszyłem w tę ostatnią drogę.

– Co z moimi łzami- czy aby nie wyschły? Synowie tego świata czekają na moje łzy- łzy współczucia, ale nade wszystko, które włączają nasze cierpienia w rany Jezusa.  pojedynkę, samego. Proszę Cię niech nie zabraknie i obok mnie Twych „płaczących niewiast”, niech nie zabraknie współczucia i wsparcia.

– Za każde nieprawdziwe współczucie, za udawany smutek, z trudem ukrywaną satysfakcję z czyjegoś nieszczęścia,
Za to, że drzazga z oku brata obchodzi mnie bardziej niż belka w moim oku,
Za każde bezkrytyczne zapatrzenie się w siebie, które przesłania mi świat, innych ludzi i ich sprawy-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

——————————————————-

 STACJA IX- Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

 – Szymon jest zdrowy, silny. Dźwiga krzyż, podczytuje również konającego już Zbawiciela. Ten upada, leży- tylko na bruku ma chwilę spoczynku, wytchnienia od ciężaru własnego skatowanego ciała. On przecież umiera idąc, On umiera upadając. Nie, nie pozwolą Mu tutaj zostać- podnoszą i nakazują ruszać. On musi iść, bo na końcu drogi dopiero czeka Go wypełnienie. Nieprzytomny z bólu, nieprzytomny z wycieńczenia rusza. Ostatnie kroki, widać już szczyt. Tam odpocznie, tam już zostanie na wieki.

– Czy i ja podźwignę się raz jeszcze- czy zrzucę cały brud i nieprawość, aby zaczerpnąć sił z Jego zbawczego upadku?

– Za to, że tak często nie chcę znaleźć w sobie siły, by rozpoczęte dobre dzieło doprowadzić do końca,
Za to, że za złe owoce mojego braku wytrwałości tak chętnie obwiniam innych,
Za uporczywy brak woli powstawania z moich własnych upadków-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

—————————————————————-

 STACJA X- Pan Jezus z szat obnażony

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

 – „ECCE HOMO”- Oto Człowiek. Naga prawda, tysiące ran, tysiące uderzeń- i co pozostało po tym młodym człowieku? Doszedł na szczyt swej ziemskiej wędrówki. Szymon, który uwierzył i stał Mu się bratem, jeszcze próbuje Go bronić. Ale odpędzają Go i każą już iść- swoje zrobił. Syn Boży stoi teraz sam, pewny, że wytrwał doszedł- aby się wypełniło zbawcze dzieło Jego Wcielenia.

– Czy ja pozwolę obnażyć swoje człowieczeństwo, aby w prawdzie stanąć przed Chrystusem- czy odważę się dzisiaj zobaczyć całą prawdę o sobie- otwarcie, bez upiększania, wybielania i tłumaczenia się?

– Za każde słowo, jakie wypłynęło z moich ust, a które sprawiło, że drugi człowiek poczuł się przeze mnie poniżony,
Za to, że tak trudno mi patrzeć na ludzi jak na Twoje dzieci,
Za to, żem nieczysty w myślach i uczynkach-
Przepraszam Cię Panie mój!

 – śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

———————————————————–

 STACJA XI- Pan Jezus przybity do krzyża

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

 – Golgota- góra czaszki, śmierci, góra skazanych, potępionych. Właśnie tutaj przyprowadzono Syna Bożego, właśnie tutaj dokona On dzieła Odkupienia. Przybity do drzewa- ból niewyobrażalny, ból przykryty milczeniem. Bardzo się śpieszą, oni czują, że coś tu jest nie tak. Oni wiedzą, że to nie jest złoczyńca, jak pozostali obok Niego. Uderzenia młota przebijają dłonie i stopy Zbawiciela świata. Dźwigają drzewo krzyża- pośpiech, krzyk, zamęt. No i stanął- syn Człowieczy zawisł na nim. To już koniec drogi, dalej już nie musi iść, tutaj się wypełni… Nowe rany krwawią, ciało obwisło pod swym ciężarem, to ostatnie chwile. Teraz już mogą podejść, Ci którzy wytrwali przy Nim do końca. Wśród tych niewielu Matka Jego Boleściwa.

– Czy odważę się dzisiaj stanąć i ja- czy podejdę pod krzyż z ufnością w Jezusową miłość i przebaczenie? W Jego ranach moje winy, poniósł je na krzyż. Ale w Jego ranach i moje zwycięstwo, uzdrowienie, wyzwolenie. Czy już o tym wiem, czy już przyjąłem tak w pełni i do głębi Jezusowe zwycięstwo i przebaczenie?

– Za chłód gwoździ wszystkich ludzkich grzechów,
Za cynizm ludzi, którzy świadomie raniąc Cię do bólu w bliźnich, liczą na Twoje miłosierdzie,
Za to, że i ja sam każdym moim grzechem przybijam Cię do krzyża-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…


STACJA XII- Pan Jezus umiera na krzyżu

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

 – „A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eloi, Eloi. Lama sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”Jezus umierał, a oni szydzili. Nawet w tej chwili domagali się dowodów, żeby zobaczyć, żeby uwierzyć. I upomniał się Ojciec Niebieski o swego Syna- i zapłakał nad ludem, który nie wiedział co czyni. „Jezus zwyciężył, to dokonało się, szatan pokonany…”

+ Panie Jezu- to już koniec Twojego ziemskiego cierpienia, dokonało się. Ze śmierci Twojej przemawia do mnie prawda, która na świecie głupstwem wydawać się będzie. Twoja śmierć jest posłańcem nowego życia- życia wiecznego w zbawczej radości zjednoczenia z Ojcem naszym niebieskim.Panie Ty jeden znałeś dokładnie czas swojej męki i krzyżowej śmierci. Ja jej nie poznam dopóki nie przyjdzie, dlatego proszę Cię Panie przeprowadź mnie drogą mego ziemskiego życia, aż do ostatniej jego chwili. Przeprowadź mnie i przygotuj; nie pozwól Panie, abym oddalił się od Ciebie. Chcę być gotowy każdego dnia i nocy chcę być gotowy na spotkanie z Tobą.

– Za to, że Twój krzyż nadal jest dla wielu głupstwem,
Za każdy chrześcijański dom, w którym krzyż chowa się wstydliwe w najdalszym zakątku kuchennego kredensu,
Za Każde ludzkie serce, dla którego krzyż nie jest znakiem największej nadziei-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…


STACJA XIII- Pan Jezus zdjęty z krzyża

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

 – Wykonało się, na krzyżu pozostało martwe ciało. I przyszli ludzi, Ci którzy Go ukochali, zdjęli Jego ciało i złożyli w dłonie Matki Bolesnej. To jest jej Syn. Umarł. Została już sama, powierzona opiece Jana. Jakże nieogarniony to ból przeszywać musiał serce Maryi, na swoich kolanach trzymającej martwe ciało swego Syna?On już nie cierpi, nie zadaje Mu bólu ani jedna rana- nie popłynie już ani jedna kropla Jego zbawczej krwi. Dokonało się!!

– Czy stając w prawdzie przed mym Zbawicielem, potrafię policzyć rany, jakie sam Mu zadałem? Mój grzech, brak przebaczenia i miłości, mój język pełen krytyki i obmowy, moja pycha i pewność siebie, moja niewiara i ucieczka w zawiłości tego świata- to są imiona Chrystusowych ran.

– Za rozpacz wszystkich ziemskich matek, których dzieci poszły drogą zła,
Za to, że i moją mamę niejeden raz przyprawiłem o ból serca,
Za to, że tyle już razy zasmucałem Maryję, gdym odchodził w życiu od nauki Jej Syna-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

———————————————————————————

 STACJA XIV- Pan Jezus złożony w grobie

 – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, albowiem przez krzyż i mękę swoją odkupiłeś świat.

– Jak nakazywała tradycja złożyli ciało Jezusa w grobie, a przed wejście zatoczyli kamień. Sędziowie Jego postawili straż, aby nikt nie wykradł ciała.I byli pewni, że mają już spokój, z tym, który mienił się być Królem żydowskim. To jednak był kolejny początek- początek Zmartwychpowstania, początek nowego porządku. Wychodząc z grobu Zbawiciel wyjął człowieka spod władzy śmierci i szatana, i dał mu nowe życie, życie wieczne- ze śmierci powstało życie.

– Oddajemy Ci chwałę Panie i uwielbienie; wyznajemy dzisiaj, tutaj, wysoko na szczytach, że wierzymy w Twoje zwycięstwo w naszym życiu, we mnie samym. Właśnie tutaj, na koniec tej drogi stając przed Twoim pustym grobem wyznać pragnę, że to Ty jedyny Jezu Chryste jesteś moim jedynym Panem i Bogiem, jesteś moim Królem i Przewodnikiem.

– Za każdego człowieka, który trwa w mrokach grzechu,
Za niewiarę w życie wieczne, która zagnieździła się w tylu ludzkich sercach,
Za to, że i ja tak rzadko czekam na Zmartwychwstanie-
Przepraszam Cię Panie mój!

– śpiew- Któryś za nas cierpiał rany…

——————————————————————-

 ROZWAŻANIA KOŃCOWE:

– Czy ja w to naprawdę wierzę, czy Jezus naprawdę w mym sercu i duszy umarł i Zmartwychpowstał?
– Jakie miejsce Ten zmartwychwstały zajmuje w moim życiu na co dzień?
– Czy może poddałem się oszustwom tego świata, mówiącym że dla Pana Boga miejsce w mym życiu może być od święta , a na co dzień ono jest wyłącznie moje- świeckie?
– Czyżby Jezus tak wiele cierpiał i umarł tylko dla moich świąt, dla chwil spędzonych od czasu do czasu w kościele?
– Najwyższy czas wprowadzić prawdziwego Jezusa do mego życia, mojej szkoły, przedsiębiorstwa, do mego domu rodzinnego, do mego codziennego języka i myśli .
– A może do Ciebie właśnie dzisiaj przychodzi, może to ten dzień, kiedy powinieneś dać mu jasną odpowiedź

 + Tak Panie Jezu wyznaję tu i teraz, na tej pięknej górze- to Ty jesteś moim jedynym Panem i Bogiem, Ty jesteś moim jedynym Królem i Przewodnikiem- AMEN

POWRÓT